Serwis Sacred Plus i Podziemia Sacred 2 Sacred 3 Citadel
Serwis

Logowanie
Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zapomniałem hasła!

Opowiadania



Powrót Shaddara

autor: Fire Master


Rozdział I


- Stoisz tu już od wielu godzin, panie – powiedziała do Lerimaniona Filanda – Nad czym się zastanawiasz? Czyż nie powinniśmy cieszyć się z pokonania Andukara?

- Sam już nie wiem – odpowiedział druid po dłuższej chwili – Czuję, że pokój nie potrwa długo.

- Dlaczego tak sądzisz, panie?

- Coś złego wisi w powietrzu. Nie wiem dlaczego, ale sądzę, że pokonanie Andukara było jedynie początkiem wojny o Menelgond. Nawet my – driady – nie możemy czuć się bezpiecznie – dodał ze smutkiem.

- Jak to, mistrzu? Przecież wraz z pokonaniem Andukara, demony napierające na naszą Esotopię zostały zniszczone.

Druid nie odpowiadał. Filanda dobrze wiedziała, że Liremanion już jej nie odpowie, odwróciła się więc i chciała już wrócić do swojej chaty, gdy druid odpowiedział jej.

- Tak. Ale czuję, że czeka nas walka z istotą dużo potężniejszą od Andukara, a dotychczasowa walka z demonami była dopiero początkiem, albo raczej zapowiedzią przeciwnika z którym będziemy musieli się zmierzyć.

Driada zaniepokoiła się. Wiedziała, że druid bardzo rzadko się mylił.



- O, tak! – krzyknął Shaddar. – Nareszcie jestem wolny. Hahahaha. Teraz pożałujecie, że zostałem zesłany tutaj, o tak.

Jego szaleńcza radość nie miała końca. Laurelinad nie wiedział, że zabijając Andukara zniszczył też wszystkie stworzone przez niego demony – w tym także strzegące Shaddara. Czarnoksiężnik postanowił się zemścić.

Muszę zebrać armię z pomocą której podbiję Menelgond – pomyślał – Potem ruszę na podbój innych światów.

Shaddar dobrze wiedział, że jego plany są trudne do zrealizowania, mimo to nie zamierzał się poddawać.

Na początek opanuję Odnogłowy – planował – a potem z armią tą ruszę na osłabioną już Twierdzę Obłędu.

Odnogłowy - w odróżnieniu do Rozpruwaczy i Gwardzistów - nie były stworzone przez Andukara. Potwory te nie zginęły w chwili śmierci Andukara z tego właśnie powodu – wszystkie istoty stworzone przez Andukara wymarły w chwili gdy opuścił ten świat.

Opanowanie Odnogłowów nie było trudne. Uwolniony Shaddar posiadał moc, z którą nikt na Piekielnej Grani nie mógł się równać. Nawet Odnogłowy. Po opętaniu pierwszego potwora, czarownik ze zdziwieniem stwierdził, że jego moc była dużo większa niż przez wypędzeniem do tego świata.

Przynajmniej nie pozbawili mnie Serca Ancarii. To dzięki niemu muszę być taki silny.

Armię zbierał szybko. W ciągu godziny opętał już trzydziestu Odnogłowów.

Tyle powinno starczyć. Skoro tutaj demony zostały zniszczone, to i w Dolinie Łez powinno ich nie być, więc nie powinienem mieć problemów ze zdobyciem twierdzy.

Poprzez umysł przekazał Odnogłowom swój plan. Nawet nie mogłyby przeciwstawić się jego woli. Ruszyli na północ do Bramy. Przeszli przez nią, następnie przewędrowali kawałek przez jaskinię i wyszli na zewnątrz.

Tutaj jest tak samo ciemno jak na Piekielnej Grani.

Ruszył przed siebie i napotkał drugą Bramę. Z tego co słyszał Brama ta blokowała dostęp do Doliny Łez, lecz wiedział, że skoro Laurelinad przeszedł przez nią, to musiał w jakiś sposób zniwelować magię Bramy.

Na szczęście już nic jej nie blokuje – pomyślał i ruszył przez nią.

Gdyby nie to, że sam był zły, to widok, który napotkał za Bramą zniechęciłby go do dalszej podróży. Naprzeciw niego leżały setki demonów, które zginęły wraz z śmiercią Andukara. Prawie cała ziemia zalana była krwią. Shaddar jednak im nie współczuł.

Ruszajcie się – powiedział w umyśle Odnogłowom – już niedaleko.

Istotnie, przebyli już większość drogi. Nim się spostrzegł wkroczyli już na główną ścieżkę prowadzącą bezpośrednio do Gatholu – Twierdzy Obłędu. Po drodze opętał napotkane Odnogłowy. Zauważył też Piekielnych Golemów, stwierdził jednak, że są bardzo słabe i jedynie opóźnią jego powrót.

Dziwne, że Golemy przeżyły. Zawsze sądziłem, że to Andukar ich stworzył. Najwyraźniej się myliłem.

W rzeczywistości Golemy zostały jedynie obdarzone siłą przez Andukara, ale nie zostały przez niego powołane do życia. W chwili śmierci czarnoksiężnika utraciły tę siłę, dlatego też Shaddar widział je jako istoty nieprzydatne dla swojej armii.

Po pewnym czasie dotarli do Gathol. Było chronione jeszcze słabiej niż oczekiwał. Obrońcy poddali się i przeszli na stronę Shaddara.

Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli odbuduję tę twierdzę to za jakiś czas zaatakuję Purgatori, a następnie zniszczę driady. Będę nowym władcą Menelgond. Haha!


Rozdział II


Serce Ancarii



Shaddar dobrze wiedział, że nie poznał nawet setnej części mocy Serca Ancarii. Od zdobycia twierdzy Gathol minął już tydzień, a czarnoksiężnik prawie cały czas zastanawiał się nad możliwościami artefaktu.

Jeśli wiedziałbym jak użyć Serca to już dawno podbiłbym Menelgond.

Ku rozpaczy świata Podziemi na następny dzień odkrył jego możliwości.

Wszystko zaczęło się, gdy Shaddar zobaczył konającego Odnogłowa. Czarnoksiężnik chcąc skrócić mu męki zabił go kulą ognia. W chwili gdy zaklęcie uderzyło potwora, czarodziej poczuł przypływ energii.

Chyba zrozumiałem na czym polega potęga Serca Ancarii – jego właściciel potrafi czerpać energię z życia.

Postanowił się upewnić, zabił więc drugiego Odnogłowa. Zgodnie z przypuszczeniami Shaddara czarodziej napełnił się energią.

Czarnoksiężnik krzyknął z radości.

O ile wiem nawet Andukar nie potrafi czerpać energii z życia! Nie będę dłużej czekać – zabiję pozostałe Odnogłowy, a potem ruszę w pojedynkę na podbój Menelgond.

Pomysł szybko wcielił w czyn. Po zabiciu około trzydziestu Odnogłowów stał się prawie dziesieć razy silniejszy niż był wcześniej.

Hmm… skoro potrafię czerpać energię z istot chodzących, to może będę mógł czerpać siły z roślin.

Postanowił to sprawdzić. W Dolinie Łez rosły zaledwie pojedyncze drzewa, wystarczyło to jednak, żeby Shaddar dowiedział się po chwili, że potrafi czerpać energię z roślin.

Nie ma sensu tu dłużej stać i czekać. Zaakatuję Las Driad – skoro czerpię siły z prawie uschłych drzew, to ile energii pobiorę z przepełnionego magią lasu?

Wiedział, że atak na Esotopię nie będzie łatwy – driady były jedynymi istotami w Menelgond, których nie udało się podbić Andukarowi, a tym bardziej samemu.

No tak, ale przecież on nie potrafił czerpać sił z życia.

Shaddar zastanawiał się jak zaatakować Las Driad…


Rozdział III


Rada Druidów



Druid Liremanion nie mógł zasnąć tej nocy. Bał się… Wyczuwał niepokój i sam nie potrafił wytłumaczyć co jest jego przyczyną. Czuł, że driady nie są już bezpieczne… nie tylko one zresztą. Menelgond zostanie zniszczone jeśli rasa ta nic nie zrobi - jeśli on nic nie zrobi. Był niemal pewny, że inni druidzi czują to samo. Ale czy przejmują się tym tak samo jak on? Liremanion wiedział, że inne driady uważają go za kogoś kto wszędzie widzi zagrożenie. Z drugiej strony driady dobrze wiedziały, że ów druid rzadko się mylił – nawet jeżeli wyolbrzymiał zagrożenie. Liremanion uśmiechnął się ponuro gdy o tym pomyślał.

Najwyższy czas zwołać Radę Druidów. Nie wierzę, żeby inni druidzi wyczuwały zagrożenia wiszącym nad naszym światem. Jutro zdecydujemy co będziemy robić.


Gdy Liremanion wstał zwołał Radę. Druidzi niechętnie przybywały na nie, gdy zwoływał je właśnie ten członek. Lecz teraz nie miało to znaczenia. Druid zauważył, że członków Rady jest więcej niż na normalnym posiedzeniu zwołanym przez niego.

A więc i oni musieli coś zauważyć.

Narada miała się odbyć w centrum Esotopii. Było to miejsce przepełnione magią, wolne od skazy demonów, które napierały na Las Driad za życia Andukara. Wokół placu rosły drzewa na których to założone były chałupy driad.

Kiedy druidzi przestali już przybywać, Liremanion wygłosił powód dla którego zwołał ich tutaj.

- Druidzi Driad! Domyślacie się zapewne dlaczego was tu zebrałem, a jeśli nie, to powiem wam. Czuję… zło. Zło, które zatruwa powietrze. Zło, którego odór uderza w nasze pachnące lasy. Nie wątpię, że i wy je wyczuwacie – zrobił krótką przerwę, a potem dalej kontynuował – Zło to nie jest dziełem Andukara. Dobrze o tym wiemy.

- Ale przecież nie istnieje nikt potężniejszy od niego – wtrącił się Hadiron.

- My nie znamy nikogo potężniejszego od niego. A to różnica – odparł niezrażony tym, iż mu przerwano Liremanion - Nauczcie się myśleć logicznie! Ktoś wykorzystał śmierć Andukara!

- Mało prawdopodobne – odrzekł Hadiron – Przecież żaden inny demon nie przeżył!

- Ach, ale to nie musiał być przecież demon.

- A kto? – spytał z sarkazmem w głosie Hadiron – Haduk? Driada?

- Może, może… Nikt tego nie wie… Z pewnością także i Ty Hadironie czujesz zbliżające się niebezpieczeństwo.

- Owszem, wyczuwam. Niemniej sądzę, że wyolbrzymiasz niebezpieczeństwo, Liremanionie.

Inni druidzi byli najwidoczniej innego zdania. Ciche, podniecone szepty przepełniły miejsce ich spotkania przypominając tym samym bzykanie muchy.

- Co do tego, że mamy do czynienia z zagrożeniem chyba nie mamy wątpliwości – powiedział inny członek Rady, Falenior – Pora, aby jemu zapobiec.

Szepty natychmiast ucichły.

- Co proponujesz, Faleniorze?

Falenior nie odpowiadał. Po dłuższej chwili powiedział jednak:

- Wciąż nie wiemy co planuje nasz wróg. Nawet nie wiemy kim on jest… Bez odpowiedzi na te pytania nic nie możemy zrobić.

- Tak czy inaczej jestem zdania, że należy umocnić las – stwierdził Liremanion – Obawiam się jednak, że to nie wystarczy.

- Jak na razie tylko to możemy zrobić – odparł Falenior – Ostatecznie nic konkretnego nie wiemy o zagrożeniu. Ale już wkrótce się wszystkiego dowiemy…


Rozdział IV


Kara



Od kiedy Shaddar odkrył, jak wielką przewagę nad innymi stworzeniami daje mu Serce Ancarii, wciąż myślał jak zniszczyć driady. Wiedział, że jak podbije już Esotopię, nikt ani nic nie stanie mu już na drodze do zdobycia władzy w Menelgond i innych światach. Czarnoksiężnik nie był głupi. Wiedział, iż pomimo że ma Serce, bezpośredni atak wydaje się beznadziejny. Liczył się z tym, że driady mogę mu ten artefakt ukraść. Kolejnym problemem, który zaprzątał głowę elfa, było brak odpowiedzi na pytanie „jak dostać się do Lasu?”. Z tego co wiedział, do Esotopii można dostać się na dwa sposoby – od strony Krasnoludzkich Ruin i jaskinią łączącą Wyspę Wulkanów z Lasem Driad. Shaddar nie chciał wzbudzać podejrzeń, postanowił więc udawać driadę, wtedy przynajmniej mógłby się zapoznać z mechanizmami magicznymi chroniącymi Esotopię.

Przygotowania trwały krótko. Czarnoksiężnik zabrał ze sobą tylko najbardziej potrzebne przedmioty i rzucił czar teleportacji. Co prawda zaklęcie to osłabiło go, niemniej miał jeszcze dużo sił. Stwierdził, że przed poznaniem mocy Serca, nigdy nie zdołałby się przeteleportować na taką odległość. Shaddar nie przeniósł się do Esotopii, lecz na wschodnią część Krasnoludzkich Ruin.

Czarnoksiężnik obrócił się i zauważył pędzącego wprost na niego równonoga. Odruchowo strzelił w niego zaklęciem. Potwór legł natychmiast, a Shaddar poczuł przypływ sił.

Przypuszczam, że jest tu tych stworzeń więcej – pomyślał – może mi to ułatwić późniejsze niszczenie Esotopii.

Lasu nie szukał długo. Wysokie korony drzew unosiły się wysoko ponad niskimi drzewami rosnącymi na Ruinach. Shaddar wyczuł emanującą z nich magię, ale nie taką zwykłą. Magia, która otaczała ten las nie była okiełznana, była dzika.

Elf podszedł bliżej. Czując narastające podniecenie, nie myślał o tym, że jego plan się nie powiedzie. Nie wiedział, że myślenie to zawdzięcza właśnie magii drzew… To one były magicznymi strażnikami Lasu. To właśnie one przetrzymywały demony Andukara.

Shaddar jednak był elfem, mrocznym elfem. Mężczyznom tej rasy nie wolno używać magii (niemniej Shaddar niejednokrotnie tą zasadę złamał, najlepszym tego przykładem jest przywoływanie demonów przez niego), ale posiadają znaczną odporność na nią. W dzieciństwie mroczne elfy uczą się jak zwrócić magię przeciw czarodziejowi. Uniemożliwiło to magii lasu całkowicie oszołomić elfa.

Nekromanta zbliżył się jeszcze bardziej. Zauważył trzech Zwiadowców Driad, którzy najwyraźniej jeszcze go nie zobaczyli. Schował się pod najbliższe drzewo, o ile niską (metrową) roślinę można tak nazwać. Ostrożnie obrócił się i sprawdził co się dzieje. Odetchnął z ulgą gdy stwierdził, że go nie spostrzeżono. Zaczął szukać w myślach zaklęcia…

- Kim jesteś? – zapytał się go Zwiadowca. Shaddar był zdumiony, przecież jeszcze przed chwilą sprawdzał czy go nie zauważono – Sądzisz, że cię nie usłyszeliśmy? – Elf zdumiał się jeszcze bardziej, pomyślał bowiem, że osobnik przed nim stojący potrafi czytać w myślach – Powtórzę pytanie – kim jesteś?

Shaddar nie odpowiadał. Szukał zaklęcia, które pozwoliłoby mu zachować życie. Mruknął pod nosem „Orbus”, lecz zaklęcie nie zadziałało. Poczuj, że jego magia się ulatnia. Jego oczom ukazała się nie kula ognia, ale niebieska mgiełka.

- Zła odpowiedź – Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco – Nie wiesz, że w pobliżu Lasu magia nie działa? W samej Esotopii owszem, działa, ale po za – już nie.

Nekromanta próbował znaleźć inny czar, który pomógłby mu. Nie znalazł żadnego.

- Zabieram Cię stąd.

Mężczyzna wystrzelił pęta, które ruszyły w kierunku Shaddara i związały go. Pokazał palcem kierunek, a elf nieznacznie uniósł się z ziemi i mimowolnie „podążał” za Zwiadowcą. Shaddar próbował się wydostać, ale nieskutecznie.

- Mała poprawka: to inne stworzenia nie mogą używać tu magii. Jest to jedno z zabezpieczeń – dzięki temu nawet gdybyś rzucił czar zmieniający Twój wygląd, dzięki czemu przypominałbyś Driadę, rozpoznałbym, że nie należysz do naszej rasy. Jesteś elfem, tak?

- Tak – odparł wściekle Shaddar – gdzie mnie prowadzisz?

- Do placu Esotopii. Tam postanowimy co z Tobą zrobimy. Użycie magii wobec kogokolwiek, chyba że w obronie koniecznej, jest karalne.

Shaddar nie bał się. Liczył, że Serce pomoże mu przeżyć, jakimś dziwnym sposobem wiedział, że zrobił dobrze, że tak powinien uczynić.

Weszli do Lasu – miejsca, z którego niewielu śmiertelników – nie licząc Driad – wychodziło żywych. Esotopia różniła się od znanych wcześniej Shaddarowi lasów. Teraz magia była niemal namacalna, przepełniała tu wszystko – od najmniejszego listka aż do największe drzewa. Nie tylko natura emanowała magią – same Driady też. Elf w życiu nie widział bardziej magicznych istot, a przecież jego rasa była za taką uważana. Najdziwniej jednak magia się tutaj objawiała – to ona musiała zwiększyć drzewa do tak ogromnych rozmiarów, były one bowiem przynajmniej dziesięć razy większe od tych, z którymi się spotykał będąc jeszcze w Ancarii. Uwagę Shaddara przyciągnęły nie tylko drzewa. Zafascynował się też mieszkaniami Driad. Były one całkowicie zbudowane z drewna. Właściwie – trudno było odnaleźć tu elementy, które nie były wykonane z tego surowca. Także i broń – najczęściej łuki, w które uzbrojone były wojowniczki tej rasy zwane Furiami były z drewna. One – kobiety – także przyciągnęły uwagę elfa, w życiu bowiem nie widział piękniejszych istot.

Doszli do głównego placu Esotopii. To właśnie tu musiało być centrum lasu, bo znajdowało się tu najwięcej „domów” Driad. Mężczyzna towarzyszący nekromancie spuścił go na ziemię, ale nie rozproszył zaklęcia pętającego.

Driady przyglądały się Shaddarowi uważnie i z ciekawością. Widocznie rzadko mieli okazję widywać kogoś nie pochodzącego z Menelgond. Elf jednak wolałby, żeby nikt go nie oglądał – nie za bardzo za tym przepadał.

- Ten oto elf zbliżył się do Esotopii i chciał użyć wobec mnie zaklęcia. Co z nim zrobimy? – zapytał się elf, który prowadził Shaddara.

- Do lochów z nim! – krzyczano. Shaddar zaniepokoił się. Jeżeli go nie wypuszczczą, jego plany nigdy się nie spełnią.

- W takim razie oddaję go strażnikom, niech oni wprowadzą go do lochów. – odparł mężczyzna.

Shaddara oddano straży, a on w rozpaczy próbował się wyrywać. Po pięciu minutach ujrzał wysoki budynek z drewna – to było więzienie…

Ciekawostki







Czy wiesz, że aby tereny bagna Azzchabragh były dostępne musisz walczyć co najmniej pięć razy na arenie w Gloomoor?
Drogowskaz
Cenega

Cenega Sklep

Ascaron Fansite

Imperium Diablo

gry RPG, cRPG, recenzja, solucja


Insimilion

Insimilion

Fable

Wiedźmin 2

Dragon Age


HackSlashSite

Fabryka Snów



Valid HTML 4.0 Transitional

Copyright by www.sacred.pl team 2004-2017
All rights reserved.
Wykonano 4 zapytań do bazy podczas generowania strony.