Serwis Sacred Plus i Podziemia Sacred 2 Sacred 3 Citadel
Serwis

Logowanie
Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zapomniałem hasła!

Opowiadania



Podróże młodega maga

autor: Wampir


Cześć I

-Boisz się jutrzejszego testu? - Zapytał się jeden ze studentów szkoły magicznej w Mystdale.
-No co ty, jestem przecież jednym z najlepszych uczniów w szkole. Moje czary rozwalą wszystko, cokolwiek mistrz Alcalata mi rozkaże. - Odpowiedział młody chłopak, z czarnymi jak kruki włosami, spod brązowego kaptura. - Dobranoc Jim. - Odezwał się znowu młody mag.
- Dobranoc Asconie. - Odpowiedział Jim gasząc lampę.
Noc była długa i zimna. Przynajmniej dla Ascona, który nie mógł zasnąć. Choć wydawał się pewny siebie, cały czas rozmyślał jakie zadanie dostanie od Profesora Alcalaty. Wiedział, że to jego ostatni test w murach Mystdale i pewnie będzie bardzo trudny. Jednak Ascon nie mógł martwić się w nieskończoność i w końcu zasnął.
Rano wszystkich obudził kogut. Wszyscy uczniowie po szybkim prysznicu zasiedli do długiego stołu gdzie podawano śniadanie. Jedzenie może nie było za dobre, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co się ma. Jednak Asconowi danie smakowała nad wyraz, bo poprosił aż o trzy dokładki.
-Jak ty możesz aż tyle tego świństwa jeść? - Spytał Jim.
-Musze mieć siły przed dzisiejszym egzaminem. - Odparł Ascon. - Dzisiaj widzimy się ostatni raz. - Powiedział po chwili, ze smutkiem na twarzy.
-Spokojnie, jeszcze jeden rok nauki i ja też wyruszę w świat, i razem z tobą będę niszczył demony, ratował ludzi od wszelkiej maści potworów...
-Najpierw będziesz musiał jednak zdać test, co nie jest łatwe.
Chłopcy odwrócili się i ujrzeli dyrektora szkoły, Alcalate.
-Mistrzu, jestem gotowy przejść ostatnie wyzwanie i z dumą rozsławiać tą szkołę ratując Ancarie od nadchodzącego zła. - Powiedział z wielką powagą Ascon.
-Nie bądź taki pewny swego młody uczniu, wielu próbowało przejść egzamin, ale tylko nie licznym się to udawało. - Rzekł Alcalata.
-Myślę jednak że podołam zadaniu. - Powiedział jeszcze dobitniej niż wcześniej Ascon.
-Więc zostaw tą miskę kaszy i chodź ze mną na pole treningowe.
Ascon jednak szybkim ruchem zjadł ostatnie resztki śniadania i ruszył za dyrektorem na pole treningowe. Stanęli przy wielkim kręgu z kamieni, które otaczała dziwna aura.
-Jesteśmy na miejscy. - Powiedział profesor.
-Więc jakie jest moje zadanie sir? - Powiedział z niecierpliwością w oczach Ascon.
Mistrz Magów przywołał Trolla Ankaryjskiego i zamknął go w polu energii.
-Mam zabić tego stwora? - spytał się, śmiejąc się jednocześnie Ascon. - Przecież to bardzo proste. Musi być w tym jakiś haczyk.
-Mądry jesteś uczniu, bowiem jest tu jeden, a nawet dwa haczyki. - Powiedział Alcalata. - Po pierwsze, gdy wejdziesz do kręgu potwór zostanie uwolniony, za to ty nie będziesz mógł wyjść z kręgu. Pole bitwy będzie ograniczone dlatego jeśli chcesz się wycofać zrób to teraz, bo później nie będzie odwrotu.
-Jestem gotowy stoczyć bój z tym stworem. - Rzekł dumnie Ascon.
-Poczekaj młody czarodzieju. Jesteś w gorącej wodzie kąpany i to może cię kiedyś zgubić. Posłuchaj jeszcze jaki jest drugi haczyk. Otóż nie możesz używać czarów ofensywnych, ani defensywnych.
-Czyli jakie mogę używać czary? - Spytał Ascon, mając nadzieje, że będzie zmuszony używać swojej laski w walce w zwarciu.
-Możesz używać jedynie czterech podstawowych czarów: Astralnej Regeneracji, Reiki, Magicznej Tarczy oraz Uleczenia. Jeśli użyjesz innego czaru oblewasz. Mówiąc to, Alcalata miał nadzieje, że wywoła strach u młodego maga. - Tak więc czy na pewno chcesz zmierzyć się z tym Trollem Ankaryjskim? - Spytał doniosłym głosem brodaty mag.
-Ja... eee... pewnie, że ta... raczej tak... na pewno tak! Możesz na mnie liczyć Mistrzu! - Wykrzyczał Ascon.
-Tak więc ruszaj ku swemu przeznaczeniu i zniszcz tego stwora! - Dopingował go mag, zadowolony, że lekko przestraszył młodzieńca, ale i nie pewny, czy podoła on temu zadaniu.
Młody mag ruszył ku kamiennej arenie. Był przestraszony, ale też zdeterminowany. Wiedział, że musi pokonać tego trolla, to jego przeznaczenie. Wszedł do kręgu jedną stopą. Jeszcze się wahał. Jeszcze się zastanawiał.
-Nie bój się magu. Wiedź, że jestem z tobą. - Namawiał go Alcalata do stoczenia nie równej walki.
-Gggrrrraaaauuuuu!!! - wydał z siebie przeraźliwy dźwięk Troll Ankaryjski.
-Niech się dzieje co chce! - Powiedział Ascon i pewny siebie wszedł do kręgu.
W jednej chwili kamienie tworzące krąg połączyły się magicznym polem, które promieniowało energią. Te samo pole, które więziło stwora zniknęło i uwolniło go. Mag szybko rzucił na siebie czar Reiki. Potwór od razu zaczął szarżować w kierunku maga. Zamachnął się i.... nie trafił! Mag szybkim ruchem schylił się i przechodząc obok Trolla uniknął ciosu. Zanim Troll zrozumiał co się stało Ascon już podniósł swoją różdżkę w górę. Niestety zanim zdążył zadać cios oberwał w brzuch. Trolle Ankaryjskie to prymitywne stwory, ale ten wyszkolony do trenowania młodych magów wiedział, że już po wszystkim. Skakał i tupał, bo zbliżała się pora karmienia.
-Dobrze wiesz, że dostaniesz jedzenie, gdy skończy się walka. - Powiedział Alcalata.
Troll go nie zrozumiał, ale domyślił się, że coś jest nie tak.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem. - Wyszeptał prawie pokonany mag. - Myślałeś że już po mnie, ale połowę uderzenia zdążyłem szybko wyleczyć dzięki Reiki. Zadałeś mi w rzeczywistości połowę obrażeń, które teraz z łatwością wyleczę dzięki czarowi Uleczenie. Ale po co ci to mówię. Ty i tak mnie nie zrozumiesz. Ale to na pewno zrozumiesz. Giń!!! - Krzyknął Ascon z różdżką w rękach, którą zaczął się posługiwać jak mieczem.
Troll trochę zdziwiony tym, ze mag wstał z ziemi, ciągle myślał o jedzeniu. Nie wiadomo czy to sprawiło, że zaczął myśleć, ale wymyślił bardzo ciekawy sposób ataku. Pozbierał kamienie i zaczął rzucać w biegnącego maga. Ten kilka pierwszych kamieni odbił różdżką, ale leciały za szybko, więc rzucił na siebie Magiczną Tarczę, dzięki czemu żaden kamień nie trafił Ascona. Troll był już bardzo głodny i już zaczęło mu burczeć w brzuchu. Schylił się do ziemi i zaczął biegnąć na czterech łapach. Mag był gotowy na wszystko. Znów użył Reiki i czekał, aż stwór przybiegnie bliżej. -Gggrrraaauuu!!! - wrzasnął znowu potwór.
Tym razem z bólu. Mag okazał się szybszy i gdy tylko Troll był pół metra od niego, szybko się odsunął, dzięki czemu stwór uderzył w magiczne pole.
-Co ty na to potworze? Czy chcesz jeszcze ze mną walczyć. Powiedział odważnie Ascon.
Troll powoli próbował wstać, gdy nagle zawrzeszczał tak, że ponoć usłyszał go sam smok z Drakenden. No ale w końcu ma smoczy słuch. Stwora poraził prąd elektryczny z magicznego pola.
-"No jasne. - pomyślał młody mag. - Przez magiczne pole przepływa duża energia, która podtrzymuje całą barierę. Ale prąd elektryczny płynie bardzo wolno. Od rozpoczęcia walki dopiero okrążył całe pole. Gdybym wiedział gdzie impuls aktualnie przepływa, mógłbym zwabić Trolla w pułapkę. Ale niestety nie widać tego gołym okiem."
Stwór trochę zwęglony wstał z ziemi i trochę się chwiejąc zaczął przygotowywać się do kolejnej szarży.
-Już wiem! - Krzyknął Ascon.
Alcalata z wielką ciekawością patrzył na dalszy tok wydarzeń. Każdy z poprzednich uczniów miał inny pomysł na zabicie Trolla. Jeden nawet próbował go zabić kamieniami, więc sądził że to stąd pomysł stwora na obrzucenie młodego maga kamieniami. W końcu takie stwory nie myślą logicznie. Udowodniono to naukowa właśnie w Mystdale. Wracając do walki, Troll Ankaryjski już biegł w stronę maga. Jednak znowu dał się nabrać i uderzył w magiczne pole. Już w czasie samego odskoku przed stworem Ascon zaczął się śmiać mówiąc:
-To była bułka z masłem.
Ku zdumieniu Mistrza Magów z Mystdale, Trolla znowu poraził prąd i tym razem zginął.
Pole zniknęło i Ascon mógł wyjść z kamiennego kręgu pełen zadowolenia.
-Jakim cudem impuls doszedł tak szybko na drugi koniec koła? - Spytał Alcalata.
-To proste. - Odpowiedział Ascon sapiąc ze zmęczenie, ale z uśmiechem na twarzy. - Użyłem Astralnej Regeneracji, ale nie na siebie, ale na magiczne pole. Impuls przemieszczał się dwa razy szybciej.
-Rzuciłeś czar na elektryczność? Fascynujące. Opanowanie tej sztuczki zajęło mi 3 miesiące, a ty nauczyłeś się tego w jeden dzień i jeszcze podczas walki. Nadzwyczajne. Ale w końcu jesteś moim najlepszym uczniem. - Powiedział Alcalata, uradowany, że ma takiego zdolnego ucznia.
Z radością wręczył mu dyplom ukończenia Szkoły Magów i Czarodziei w Mystdale. Dał też Asconowi list. -Co to? Spytał Ascon.
-Pewnie słyszałeś jak inni, że nowi, pełnoprawni magowie wyruszają w świat. Prawda jest taka, że wyruszają w cztery strony świata nauczyć się i udoskonalić cztery żywioły. Sami wybierają jaką ścieżką chcą kroczyć: mokrą jak Woda, twardą jak Ziemia, przelotną jak Powietrze, czy gorącą jak Ogień. List to potwierdzenie, że cię przysyłam. Dyplom łatwo podrobić, ale nikt nie wie, że uczniowie dostają też list. Trzymamy to w tajemnicy, dzięki czemu nasza szkoła słynie z najlepszych magów, a nie takich którzy są oszustami i używają magi do własnych niecnych intryg. - Alcalata przerwał mówić widząc zaciekawienie w oczach Ascona. Widać brodaty mag zaciekawił młodego czarodzieja. Zaczął więc mówić dalej. - Wyruszysz na wschód ucząc się Magi Wody i Ziemi w kopalniach Mrocznych Elfów. Tam znajduje się siedziba dwóch braci-czarodziei. Jeden nauczy cię jak ujarzmić płynną i przezroczystą wodę, a drugi jak zrobić dobry użytek z ciężkiej ziemi. Wyruszysz następnie na Północ do Klasztoru Serafi. Jest tam mój dawny uczeń, który pomaga Serafią odpędzać Mroźne Giganty. On pokarze ci, że prawie nie odczuwalne i nie zauważalne w codziennym życiu powietrze, może stać się zabójczym żywiołem. Potem pójdziesz na zachód do Alkazaba noc Draco, gdzie trochę świrnięty mag nauczy cię szacunku do ognia. Czy wszystko zrozumiałeś?
-Tak mistrzu. - Odpowiedział Ascon. - Mam tylko jedno pytanie.
-Jakie? - Spytał zdziwiony Alcalata, myśląc, że o wszystkim powiedział.
-Powiedziałeś, że mam się wybrać w cztery strony świata, jednak nie wspomniałeś o południu.
-A tak. - Powiedział Alcalata pukając się w czoło. - Po nauce Magii Ognia wybierzesz się na południe na wyspę Mal-Ork-ę, gdzie kupisz mi okulary słoneeeeee..... Pradawne Okulary Magii, które zawierają wielką moc. Na końcu przyniesiesz mi je razem z czterema pieczęciami żywiołów, które dostaniesz od magów, gdy zdasz ich test. Czy teraz wszystko jasne?
-Tak Mistrzu Alcalato. Pozwól, że pożegnam się z przyjaciółmi i z rodziną oraz spakuję najpotrzebniejsze rzeczy na tak długą podróż.
-Masz, oto 1000 sztuk złota. Kup sobie za nie ekwipunek i konia. Pamiętaj, nikomu nie mów gdzie się wybierasz i po co.
-Dziękuję Mistrzu. Będę gotowy za 2 godziny słoneczne.
Ascon szybko pobiegł do szkoły, aby powiedzieć Jimowi, że zdał. Jednak w jego pokoju go nie było. Zmartwiony Ascon zaczął go szukać po całej szkole. Spotkał Jaquo, jednego z przyjaciół Jima.
-Wiesz gdzie jest Jim? - Spytał szybko Ascon.
-Jak to, nie wiesz? Poszedł na mecz Magicznej Piłki. Dzisiaj są eliminacje. Jeśli jego drużyna przegra nie zakwalifikuje się do dalszych rozgrywek. Jeśli jednak wygra, będzie grać dalej. - Odpowiedział Jaquo.
-Dzięki. - Powiedział Ascon pędząc na boisko przy szkole.
Gdy dobiegł na miejsce była już ostatnia część meczu. W Magicznej Piłce są trzy części meczu po 15 minut. Gracze za pomocą swoich magicznych lasek uderzają po trawie piłkę z magicznego tworzywa, którego pokłady w Mystdale są bardzo bogate. Po obu stronach boiska są ustawione dwa słupki. Trzeba trafić w jeden ze słupków, aby otrzymać punkt. Jeśli jednym uderzenie trafi się dwa słupki drużyna dostaje 2 punkty, a jeśli piłka trafi dwa słupki i przekroczy dodatkowo linie pomiędzy dwoma słupkami, drużyna dostaje 3 punkty. Jeśli po ukończeniu regulaminowego czasu gry będzie remis, gra się do momentu, gdy jedna z drużyn zdobędzie przynajmniej 1 punkt.
Gdy Ascon dobiegł na miejsce była 44 minuta i 5:3 dla drużyny przeciwnej. Trener drużyny Jima poprosił o czas. Wtedy Ascon podbiegł do Jima i wykrzyknął:
-Zdałem!
-To świetnie. - Odpowiedział cieszący się razem z Asconem Jim.
-Przyszedłem się pożegnać. Muszę wyruszyć w podróż, ale nie mogę powiedzieć gdzie. - Powiedział Ascon.
-A kiedy wrócisz? - Spytał Jim.
-Tego nie wiem. - Odparł Ascon. - Widzę na tablicy, ze przegrywacie dwoma punktami.
-Tak. - Powiedział ze smutkiem Jim. - Jedyna szansa to zdobyć dwa punkty jednym strzałem i doprowadzić do remisu.
-A dlaczego nie spróbować zdobyć trzech punktów za jednym strzałem. - Spytał Ascon.
-Tutaj trzeba się starać zrobić realne rzeczy. Zdobycie trzech punktów za jednym zamachem jest bardzo trudne, a zdobycie ich przy takiej presji wręcz nie możliwe. - Powiedział Jim.
- Ja w waszą i przede wszystkim w ciebie wierzę. Na pewno dacie rade. - Powiedział Ascon z przekonaniem.
Nagle rozległ się gwizd. Sędzia wzywał na boisko.
-Powodzenie! - Krzyknął Ascon.
-Jednak gra już się zaczęła i Jim go nie usłyszał. Był pochłonięty grą. Ascon jednak nie miał czasu zobaczyć końca meczu, bowiem jego rodzina nie mieszkała w Mystdale, ale w Moorbrook. Chciał się i z nimi pożegnać, ale przez tereny Drakenden uczniowie ze szkoły magów mogli przechodzić tylko przy wykwalifikowanym rycerzu, lub czarodzieju. Ascon biegł ile sił w nogach i zdążył na ostatnią grupę idącą do Moorbrook z dwoma rycerzami i jednym magiem. Rycerze mieli srebrne zbroje, duże hełmy i krótki, podręczny miecz. Mag natomiast był ubrany w ciemną szatę ze złotymi guzikami. Trzymał też małą różdżkę powietrza. Przeszli przez tereny Drakenden wyjątkowo spokojnie spotykając na drodze tylko kilka "średniej wielkości" pająków. Gdy przybyli do Moorbrook, Ascon zapytał jednego z rycerzy: -Czy moglibyście poczekać chwile. Mieszkam w Mystdale w szkole magów, przyszedłem tu pożegnać się tylko z moją rodziną, ponieważ wyruszam w niebezpieczną podróż.
-Oczywiście. Masz 15 minut słonecznych. - Odpowiedział grubym tonem rycerz.
-A tak przy okazji to gdzie się wybierasz młody człowieku? - Spytał dziwnym głosem mag.
-Nie mogę powiedzieć. - Odparł Ascon. - A teraz przepraszam, muszę się pożegnać z rodziną.
I pobiegł do swojego dawnego domu, gdzie przeżył siedem lat życia.
-Co cię to obchodzi Semiramisie? Jesteś tu nowy, więc tylko ci powiem, że niewolno o takie rzeczy pytać młodych uczniów. "Wielka podróż" jest tajemnicą i tylko Mistrz Alcalata wie dokąd ona prowadzi. Chodzą tylko pogłoski, że na końcu uczniowie zdobywają wielki artefakt. - Powiedział jeden z rycerzy.
-Doprawdy? No cóż, wybaczcie mi, to się więcej nie powtórzy. - Powiedział znowu dziwnym głosem Semiramis. Tymczasem Ascon już wrócił do grupy.
-Jestem gotowy. - Powiedział młody mag.
-Widzę łzy w twoich oczach. Chyba długo cię nie będzie w domu. Daleko się wybierasz? - Spytał Semiramis. -Semiramisie! Upomniał maga rycerz imieniem Marcus.
Ruszyli wiec z powrotem do Mystdale. Podróż powrotna była jeszcze szybsza niż z Mystdale do Moorbrook. -Dziękuję za ochronę. - Wykrzyczał śpieszący się mag.
Miał jeszcze godzinę słoneczną na kupienie ekwipunku i spakowanie się. Wybrał się więc na pobliski stragan, gdzie był największy wybór różdżek i innych rzeczy potrzebnych dla magów.
-Dzień dobry młody człowieku, chciałbyś kupić jedną z moich różdżek? - Zagadał go jeden ze sprzedawców. -A jaką ma pan najlepszą? - Spytał się Ascon oglądając różdżki na stoliku.
-Jeśli chcesz specjalną różdżkę to chodź ze mną na zaplecze. - Wyszeptał straganiarz.
-Czemu pan szepcze? - Spytał Ascon.
-Chodź tutaj, no chodź. - Znowu wyszeptał sprzedawca różdżek.
Młody mag zauważył, że na zapleczy jest dość jasno, nawet bardzo. Szybko więc wszedł i ujrzał stos różdżek świecących pięknym, magicznym światłem.
-To jedna z moich najlepszych różdżek. - Powiedział tajemniczy sprzedawca pokazując "Wszechstronną małą laskę mistrza magii".
-Trochę długa nazwa. Czy ma pan jakieś inne różdżki, lub magiczne laski.
-Bardzo polecam jednak tą za jedyne 1500 sztuk złota.
-Mam tylko 1000 sztuk złota. - Odparł Ascon.
-Sprzedam więc za 700 sztuk złota.
-Ale muszę jeszcze kupić sobie jakąś zbroję i konia.
-Załatwię ci wysokiej klasy zbroję i konia za 1000 sztuk złota, a różdżkę dostaniesz gratis.
-Dlaczego panu tak zależy, abym kupił tą różdżkę?
-Eeee... dlaczego mi zależy? Bo widzisz eee... no tego.... słyszałem że jesteś najlepszym magiem, a to moja rodzinna różdżka, był bym zaszczycony, gdybyś ją wziął w swoją podróż.
-Skąd pan wie, że wyruszam w podróż?
-Eeee... skąd wiem? Bo widzisz... plotki takie słyszałem i eee...
-Dobra biorę u pana tę różdżkę za 1000 sztuk złota, jeśli pan dotrzyma umowy i da mi dobrą zbroje i dobrego konia. Wydaję mi się, że to dobra oferta.
-To wprost genialnie. Dzięki tobie zapanuję nad... eee... nie ważne.
-Kogoś mi pan przypomina.
-Nie, nikogo, zdaje ci się. Może ja już pójdę po tą zbroje i konia, dobrze?
-Dobrze.
Ascon kupił więc zbroje, różdżkę i konia za 1000 sztuk złota co było wielką okazją. Nawet zbyt wielką okazją, ale mag nie miał czasu nad tym się głębiej zastanawiać.
Punktualnie spotkał się z Mistrzem Alcalatą.
-Widzę, że jesteś punktualny. - Pochwalił Ascona. - Ale przechodząc do konkretów. Tym razem sam będziesz musiał przejść przez Drakenden, aż do Highmarsh. Stamtąd udaj się do kopalni Zhurag-Nar. W kopercie z listem masz dokładną mapę drogi. Tak więc powodzenie, niech magia cię prowadzi i wracaj cało i zdrowo. I nie zapomnij o okularach słonecznych.
-Chyba o Pradawnych Okularach Magii. - Powiedział Ascon.
-A tak, tak. - Alcalata znowu puknął się w czoło.
-Żegnaj Mistrzu. Nie długo wrócę z nową wiedzą i z Pradawnymi Okularami Magii.
-Do zobaczenia mój uczniu. Będę czekać.
I tak oto rozpoczęła się podróż maga, który nawet nie domyślał się co go czeka.

Część II

Był późny wieczór. Wiał zimny wiatr, a wokoło latały kolorowe liście. Zaczynała się jesień. Ludzie w swoich domach dokładali drewna do kominka i powoli przygotowywali się do wyjścia na arenę walk, gdzie dziś miały się odbyć pokazowe walki.
-Opowiesz jeszcze jedną bajkę dziadku? - Spytała mała dziewczynka ubrana w niebieską sukienkę.
-No dobrze, ale po tej bajce grzecznie pójdziesz spać. - Odpowiedział brodaty mężczyzna z ciągłym uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście, ale opowiedz bajkę. - Powiedział mała dziewczynka.
-Dawno temu, za górami i lasami, w spokojnym królestwie rządzonym przez dobrego króla zjawił się zły elf. Miał on czarną szatę, w której trzymał swe mikstury i mroczne księgi.
-Dziadku, boje się.
-Nie bój się, to tylko bajka. - Powiedział dziadek sam nie wierząc w to co mówi. - No więc elf-czarodziej długo czegoś szukał i jego długoletnie badania sprowadziły go do Ancarii. Zabijał żołnierzy dobrego króla do swoich badań. Król jednak znalazł kryjówkę maga i zaatakował Shaddara całą swą armią.
-Shaddara? - Spytało małe dziecko.
-Tak miał na imię ten czarnoksiężnik. Mimo, że Shaddar władał wieloma czarami, został pokonany i słuch o nim zaginął. Koniec.
-Krótka ta bajka. Chcę następną. - Powiedziała dziewczynka.
-Nie marudź tylko idź spać. Jutro pomożesz swoim rodzicom w polu.
-Dobranoc dziadku.
-Dobranoc Megan.
Nagle wszyscy domownicy usłyszeli dobitne i głośne pukanie.
-Kto to może być o tej porze. - Powiedział dziadek Megan.
Otworzył drzwi. Na zewnątrz stał młody chłopak z kapturem na głowie. Miał przy sobie laskę, która świeciła mocnym światłem.
-Trąbcie na alarm! Wielki Pająk już tu jest!
Każdy z mieszkańców Gloomoor ma w domu wielki róg, który służy jako alarm przed stworami z bagien. Ojciec Megan szybko dmuchnął w róg i całe Gloomor wstało z łóżek. Wszyscy domownicy ukryli się w piwnicach swych domostw, a wojacy ubierali zbroje. W ciągu minuty cała armia licząca 25 chłopów i jednego maga stanęła przed miastem. Czekali z pełną determinacją na stwora. Jeden z wojaków stojący obok obolałego maga powiedział:
-Kim ty jesteś, co ci się stało?
-Jestem Ascon, mag z Mystdale. Podążałem do Zhurag-Nar, ale po drodze spotkałem tę kreaturę. Gdyby nie szybka ucieczka, już dawno gryzłbym ziemie.
-Czyli to ty nasłałeś na nas tego pająka? Jak się wszystko skończy, będziesz mieć kłopotu z burmistrzem Gloomoor. -Nie ważne. Ważne jest teraz, aby zabić to stworzenie, zanim zrobi wielkie szkody w mieście.
Nagle zatrzęsła się ziemia. I jeszcze raz. I kolejny. Dudniła w rytmie zbliżającej się śmierci. Za pagórka wyleciała wielka kula trującego szlamu, który trafił na słomiany dach. Jeden z wojaków szybko wydostał rodzinę tam zamieszkującą z piwnic, zanim kwas przeżarł się do niższych kondygnacji. Zaraz potem wszyscy zobaczyli okropną twarz z ośmioma oczami. Było ciemno i niestety dzielni ludzie z Gloomoor bardzo mało widzieli. Pająkowi to nie przeszkadzała ciemność. Po prostu niszczył wszystko, co stanęło na jego drodze.
-Ruszajmy do boju. - Krzyknął Ascon, ale żaden z żołnierzy się nie ruszył. - Czemu nie stajecie do walki? - Spytał się wojaków.
-Czekamy na naszego wodza.
-A kiedy on przybędzie? Spytał młody mag.
-Już tu jestem. -Krzyknął donośny głos.
-Kim jesteś?
-Me imię to Loki, jestem najlepszym gladiatorem w całej Ancarii.
-Ja nazywam się Ascon.
-Moi żołnierze. - Krzyknął Loki. - Ruszajmy do boju!
-Cała armia ruszyła na potężnego potwora z bagien. Ascon wspomagał jak mógł chłopów, którzy zdawali się nie mieć pojęcia o taktyce. Z całego tłumu odznaczał się Loki, który wymachując swym toporem sprawiał dotkliwe rany pająkowi. Jednak potwór był bardzo zdeterminowany, jakby nawet za cenę życia miał się przedrzeć do Gloomoor.
Zazwyczaj te stwory były przeganiane, ale ten był nad wyraz zapalczywy. Nawet Loki zaczął powoli słabnąć. Gdy tylko zauważył to Ascon szybko rzucił na niego czar wzmacniający. Loki dostał nagły zastrzyk energii i tak mocno uderzył toporem w ziemię, że ta się rozstąpiła tworząc głęboką dziurę bez dna. Wielki Pająk wpadł w nią, ale w ostatniej chwili zaczepił się jednym z odnóży o skarpę. Wtedy młody mag przyzwał meteoryty z nieba, które ostatecznie zepchnęły stwora w przepaść. Walka skończyła się sukcesem, ale zginęło aż sześciu ludzi, co załamało Lokiego.
-Wygraliśmy! - Krzyknął Ascon.
-Tak, ale za parę dni jakaś inna kreatura przyjdzie tu skosztować ludzkiego mięsa. Dzisiaj zginęło aż sześciu cennych chłopów. Jutro mogę zostać tylko ja.
-Widzisz, jestem właśnie w trakcje podróży po Ancarii, może mijając Braverock poprosiłbym DeMordrey'a o małą, wyszkoloną armię dla Gloomoor. - Odparł Loki.
-To świetny pomysł. Lud bagien byłby ci bardzo wdzięczny. Jednak może zostałbyś do jutra rana? Jesteś pewnie zmęczony.
-Chętnie zostanę. - Oświadczył Ascon.
Wieczorem w mieście odbywały się cotygodniowe walki na arenie. Oczywiście nie na śmierć i życie. Bronie były wykonane z drewna. Młody mag z Mystdale zasiadł na trybunie, gdzie oglądał jak Loki wszystkim daje poczuć smak piasku na ziemi, gdy ich przewracał. Był nie pokonany. Po walkach Ascon i Loki udali się do jedynego tutaj baru "Pod Czarnym Krukiem".
Wypili parę piw i już mieli się udać spać, gdy usłyszeli głośny tupot. A raczej marsz. Szybko wyszli z baru i zobaczyli wojsko liczące 50 osób.
-Gdzie jest Główny Generał Obrony Gloomoor niejaki Loki? - Powiedział generał nadchodzących wojaków. -Jestem tu! - Odpowiedział Loki.
-Pan DeMordrey potrzebuje dobrych gladiatorów do pokazowych walk. -Nie pójdę. Nie zostawię tego miasta.
-Tak też przewidział Miłościwy Pan DeMordrey. Oferuje wojsko liczące 50 osób, które jest profesjonalnie wyszkolone do walk z potworami z bagien.
-To dla ciebie szansa. Możesz wygrać w walkach DeMordrey'a tyle pieniędzy, że będziesz mógł nawet kupić to miasto. - Powiedział do Lokiego Ascon.
-Nie mów tak! To miasto jest dla mnie bezcenne. - Powiedział Loki.
-Dzięki tej armii miasto będzie mogło żyć spokojnie przez długie lata. - Powiedział Ascon.
-No dobra. Zgadzam się. Ale będę tu przyjeżdżać raz na kilka miesięcy i sprawdzał co i jak. - Powiedział jeszcze nie pewny Loki.
-Proszę się nie martwić. - Powiedział generał armii DeMordrey'a.
Na drugi dzień Ascon zaczął się pakować w dalszą podróż. Gdy miał już wychodzić ktoś zapukał do drzwi.
-Kto tam? - zapytał.
-Loki.
-Wejdź. - Odpowiedział Ascon. - Mów szybko, co ciebie do mnie sprowadza, bo mam zamiar wyruszyć w dalszą podróż.
-No więc, ja też dzisiaj wyruszam w świat. Czy twoja droga prowadzi przez Braverock?
-Można tak powiedzieć. a co, chcesz się ze mną wybrać?
-Jeśli chcesz, chętnie z tobą wyruszę.
-No więc dobrze. Teren Mrocznych Elfów jest niebezpieczny, a ja jestem jeszcze niedoświadczonym magiem. Po pięciu minutach słonecznych obaj wojacy, byli gotowi. Wszyscy mieszkańcy Gloomoor żegnali Lokiego i Ascona, a armia DeMordrey'a salutowała im.
Po kilku godzinach marszu zatrzymali się w małej wiosce Highmarsh. Była tam przytulna tawerna "Pod Ostrzem Śmierci". Mimo dość strasznego napisu na szyldzie, podróżnicy pewnym krokiem weszli do chaty, ale szybko tego żałowali. Tutejsi mieszkańcy bardzo nie lubili wędrowców lub innych gości, a tym bardziej obcych żołnierzy, dlatego ludzie zgromadzeni w tawernie, gdy tylko ujrzeli wojskową zbroję Lokiego i znak Magów na tunice Ascona, nie byli zadowoleni. W atmosferze było czuć coś dziwnego.
- Czego tu chcecie? - Zapytał barman stanowczym, ale trochę ochrypłym głosie. - Nie lubimy przyjezdnych, więc lepiej wracajcie skąd przybyliście, zanim stanie się coś złego!
-Chcemy tylko coś zjeść i wypić przed naszą długą podróżą. Nie mamy złych zamiarów. - Powiedział młody mag.
-Ha, ha, ha - odpowiedział barman, a zanim wszyscy ludzie w tawernie. - Nie obchodzi nas po co przybyliście i co co chcecie. Po prostu wynoście się stąd, albo zobaczycie jaka jest prawdziwa gościnność Highmarsh.
-Ale...
-Daj spokój Ascon. - Powiedział Loki. - Do kopalń Mrocznych Elfów jest nie daleko i wytrzymasz bez prowiantu.
-A ty?
-Mną się nie martw. Po drodze do Braverock jest dożo barów i tawern, gdzie uzupełnię siły.
-Dobrze więc.
Ascon i Loki wyszli z tawerny i udali się do kopalni. Po drodze spotkali kilku Mrocznych Elfów, ale nie stwarzali oni zbyt wielkiego zagrożenia. W końcu doszli do wydrążonej jaskini, z której dochodziły dziwne jęki.
-Na pewno już sobie poradzisz? - spytał Loki.
-Tak. Pewnie przedostanie się przez te mroki jaskini to też test. - Odpowiedział Ascon.
-Więc żegnaj. Nigdy cię nie zapomnę. Może się jeszcze spotkamy.
-Możliwe, bo wielka podróż przechodzi przez stolicę.
Nagle zauważyli małą kulę lecącą w ich stronę. Spadła ona na ziemię i zaczęła dymić.
-Co to do diaska jest?! - Krzyknął Loki.
Gaz z małej kulki szybko się ulatniał. Obaj podróżnicy poczuli się senny i upadli na trawę, jeden po drugim. Przed całkowitym zamknięciem powiek Ascon zauważył mały napis na kuli: "Made in AnD". Potem zasnął.
Gdy Ascon obudził się, poczuł wilgoć na podłodze i szybko wstał. Jego oczom ukazała się mała klatka, znajdująca się pod powierzchnią ziemi. Z sufitu wisiały długie i grube korzenie. Jednak nie widział Lokiego. Zauważył za to jakąś piękną kobietę ze spiczastymi uszami.
-Elfis Pospolitus.
-Że co? - Odpowiedziała tajemnicze postać.
-Jesteś Elfem Zwyczajnym. Żyjesz w lasach i chronisz przyrodę od zniszczenia.
-Co to ja jestem? Jakieś zwierzę, że mówisz mi takie rzeczy? Jestem Meagalcarwen, Leśną Elfką z klanu Strażników Życia. Mów mi po prostu Meag.
-Ja nazywam się Ascon i przywędrowałem tu z ważną misją. Wiesz może gdzie my jesteśmy?
-Jesteśmy w kopalniach Mrocznych Elfów, a dokładniej mówiąc w lochach.
-Widziałaś może wysokiego mężczyzną w czerwonym hełmie z rogami?
-Tak. Oni przyprowadzili go razem z tobą. Zamknęli go w więzieniu obok.
-Jacy "oni"?
-Wojownicy Sakkary. To Mroczne Elfy służące Shaddarowi.
-Co chcą z nami zrobić?
-Gdy jest pełnia księżyca wybierają trzech więźniów i składają w ofierze Shaddarowi. On za to daruje życie Mrocznych Elfów.
-Czym ci elfowie walczą? Pokonali nas jakimś gazem, który ulatniał się z małej kuli.
-Zazwyczaj walczą zatrutymi ostrzami, ale chodzą pogłoski, że Shaddar wyposaża ich w jakąś nową, nieznaną broń, którą chce podbić Ancarię.
-W której klatce jest przetrzymywany Loki?
-Chodzi ci o tego w czerwonym hełmie? Jest za ścianą po lewej stronie.
Ascon podszedł do lewej ściany i zapukał.
-Loki, jesteś tam? Odezwij się.
Loki jeszcze spał, ale głos Ascona szybko go zbudził. Był on zamknięty razem z pewnym żołnierzem armii DeMordrey'a. -To ty Asconie? - Powiedział głośno Loki.
-Tak, to ja. Jestem w więzieniu obok. Jest ze mną Leśna Elfka, powiedziała że schwytały nas Mroczne Elfy. -Musimy się jakoś wydostać. - Rzekł Loki.
-Ha, ha, ha, he, he. - Zaśmiała się Meag. - Myślisz że nie próbowałam? Wszyscy tu próbowali, ale te kraty są niezniszczalne. Nawet jednak, gdyby komuś udało się wydostać, to i tak stąd nie wyjdzie. Kopalnie Elfów są jak jeden wielki labirynt.
-Czyli sugerujesz że mamy siedzieć bezczynnie i czekać na cud? - Powiedział z oburzeniem Loki. - Jednak to prawda, Leśne Elfy są słabe i boją się wszystkiego.
-Siedzę w tym zgniłym lochy już dwa lata. Przez ten czas miałam dokładnie 156 prób ucieczki. Próbowałam wszystkiego, ale jak widać nadal tu jestem więc wniosek jest prosty. - Powiedział Meag.
Po tych słowach Lokiemu zrobiło się trochę głupio, ale nic nie powiedział.
-Przestańcie się kłócić. Musimy stąd uciec, mimo że wydaje się to niemożliwe. - Powiedział stanowczym głosem Ascon. Poczuł się pierwszy raz kapitanem drużyny, której los jest w jego rękach. - Mam plan, ale musicie mi zaufać. - Szepnął Ascon. - Czy jest tu gdzieś miejsce, gdzie znajduje się mapa kopalni.
-Możliwe, że w Pokoju Strażników są takie mapy.
-Miejmy nadzieje, że jednak są. - Powiedział z niepokojem Ascon. - Musimy tylko znaleźć jakąś ochronę przeciwko tym kulą gazów.
-Widziałam kiedyś z daleka jak Mroczne Elfy atakują tymi kulami. - Powiedziała Meag. - Gaz na początku szubko się rozprzestrzenia, ale jest go bardzo mało, więc jeśli będziemy szybko się przebijać, to nawet nie poczujemy tego gazu.
-Dobry pomysł. - Odezwał się Loki, ale jeszcze nie będąc pewien swych słów.
Wieczorem, wszyscy zasnęli, tylko Ascon obserwował strażników. Patrzył kiedy się zmieniali i ilu pilnowało więzień. W końcu zauważył, że dwóch strażników zmienia się na jednego strażnika. Po ok. 10 minutach słonecznych dochodzi drugi strażnik.
-Co tak późno przychodzisz? - Zapytał pierwszy strażnik.
-Przepraszam, ale choć żyje tu już 16 lat, odkąd wzięto mnie do służby ciągle gubię się po tych lochach. Musiałem znaleźć w domu mapę, a szukanie jej zajęło mi trochę czasu. Dlatego się spóźniłem. - Odpowiedział drugi strażnik. -"Świetnie" - Pomyślał Ascon. - "Jeśli jutro też weźmie mapę nasza ucieczka będzie jeszcze szybsza."

Tymczasem w pałacu Shaddara była uczta z okazji bliskiego zapanowania nad światem. Z grobów wstali wszyscy zmarli, a Shaddar zaprosił jeszcze Orki, które dzięki czarom pozbawił ich własnej woli i stał się ich panem.
-Ciszcie się i radujcie, bo niedługo cały świat okryje mrok i chwała, moja chwała!
Do sali balowej wszedł zakapturzony wojownik. Wokół niego czuć było dziwną aurę, która zaniepokoiła Orków.
-Spokojnie, to mój wierny agent. - Uspokoił Orków Shaddar. - Z czym do mnie przychodzisz?
-Nasza jednostka będąc na patrolu złapała jednego gladiatora i maga ze znakiem Gildii Magów z Mystdale na tunice. -Co?! - Oburzył się mag czarnej magi.
-Wybacz panie, ale sam kazałeś nikogo nie wtajemniczać w twój mroczny plan.
-Wiesz co masz zrobić? - Spytał się Shaddar.
-Tak wasza mroczność.

Rano w lochach, gdy wszyscy się obudzili Ascon opowiedział im to co widział.
-Szansa na to, że ten głupi strażnik znowu weźmie mapę jest jak jeden do... - Powiedział Loki.
-... jednego. - Dokończyła Meag. - Codziennie, gdy ma swoja wartę się spóźnia. Nie przywiązywałam do tego większej uwagi, ale jeśli bierze ze sobą mapę, to lepiej dla nas.
-Dzięki temu nie musimy iść do Pokoju Strażników, żeby wziąć mapę. - Powiedział Ascon.
-Tak, to skróci nam drogę o kilka minut słonecznych. Ten plan może się udać. - Oznajmił z wielką radością Loki, tym razem wierząc, że to się uda.

Tymczasem zakapturzona postać doszła do wejścia kopalń Mrocznych Elfów. Gdy tylko zauważyła małą kulką lecącą w jego stronę, wyciągnęła swoje ostrze i odbiła mini-bombę w kierunku skąd przyleciała. Pewna siebie "postać" weszła do kopalni, gdzie jej czarny płaszcz zlewał się z ciemnością panującą w jaskini.

Nastał wieczór. Loki, Ascon i Meagalcarwen byli w pełnej gotowości. Na razie wszystko szło z godnie z planem. Czekali tylko na ostatnią zmianę przed północą. Jednak zamiast oczekiwanej zmiany przyszło czterech zakapturzonych Mrocznych Elfów.
-Spokojnie. - Powiedziała Meag. - Wybiorą trzech więźniów i sobie pójdą. Wtedy przyjdzie ten jeden strażnik, którego zaatakujesz piorunem i odbierzemy mu klucze przez kraty. Poczekamy na tego z mapą i zwiejemy. -Nie musisz mi przypominać planu. - Szepnął Ascon. - Ale dzięki że mnie uspokoiłaś, bo myślałem, że ci czterej to kolejni strażnicy, a wtedy by się nie udało.
-Mimo tylu prób ucieczek cały czas się denerwuję, a powtarzając sobie plan, sama siebie przekonuje że się uda. - Szepnęła Meag.
-Nie martw się. Wszystko się uda. - Uspokajał Ascon leśną elfkę.
Jednak zakapturzeni kaci wcale nie przeszukiwali więzień. Szli prosto na koniec lochów, gdzie stanęli przed celą Ascona i Lokiego.
-Nie, nie zabierajcie mnie! - Krzyczał żołnierz DeMordrey'a. -Dziś twoja szczęśliwa noc. Przyszliśmy po tego wojownika obok. - Powiedział jeden z katów, bardzo poważnym głosem. Wskazał on palcem na Lokiego.
-Chcecie mnie zabić? Nie uda wam się! - Krzyczał Loki, ale szybko zmilkł, gdyż został trafiony małą strzykawką z dziwnym, zielonym płynem. Dwoje Elfów wzięło go pod pachę i czekali tylko na kolejnych więźniów. Mroczni Elfowie podeszli do celi obok, gdzie wskazali na leśną elfkę i maga.
-Dlaczego bierzecie więźniów z ostatniej celi? - Spytała się Meag, czując smak jakże przykrej śmierci.
-Rozkaz Shaddara. - Odpowiedzieli kaci.
Jeden związał ręce elfce, gdyż wiedzieli, że jest zdolna do wszystkiego byle uciec. W końcu ponad 150 ucieczek to już coś. Drugi złapał Ascona chropowatą rękawicą, która sprawiała, że cała moc żywiołów opuściła maga.
-Coś ty zrobił? - Spytał się mag.
-Odebrałem ci twoją moc potrzebną do czarowania. Jesteś teraz nieszkodliwy. Ha, ha, ha. - Zaśmiał się Mroczny Elf. Co dziwne mag znowu spostrzegł dziwny napis "Made in AnD", tym razem na rękawicy.
W końcu cała siódemka wyszła z lochów i weszła do kolejnego pomieszczenia pod ziemią. Była to zbrojownia. Lewa część świeciła na zielono od trucizny. Reszta to była broń biała.
-Zapłacicie za to. W końcu leśne elfy wyszkolą tak silne wojska, że z tej kopalni nie zostanie kamień na kamieniu! - Krzyczała Meag, która widocznie nie była przygotowana na śmierć.
Ascon prawdę mówiąc też, ale jakoś tłumił to w sobie. Nagle kat, który trzymał maga puścił go, wyciągnął zatrute ostrze i trzema machnięciami zabił pozostałych katów. Magowi szybko wróciły siły i od razu wyczarował błyskawice, która była skierowana wprost w Mrocznego Elfa. Ten jednak wbił ostrze w ziemię i użył go jak piorunochronu, aby obronić się przed piorunem.
-Spokojnie, jestem przyjacielem, a nie wrogiem. Chcę wam pomóc. - Powiedział Mroczny Elf zdejmując kaptur i ukazując swa bladą twarz z licznymi "pamiątkami" po walkach.
-Dlaczego mamy ci zaufać. I czemu chcesz nam pomóc? - Spytał się Ascon.
-Myślę że to co zrobiłem jest godne zaufania. Chcę wam pomóc, bo... chce się nauczyć czarować. W naszych prawach jest jasno napisane, że czarów mogą uczyć się tylko kobiety. Mężczyźni zaś mają być wojownikami. Mimo tego coś mnie ciągnęło do magi i zawsze wierzyłem, że któregoś dnia nadarzy się okazja, abym spełnił swe marzenie. Gdy tylko usłyszałem, że do więzienia trafił mag, odrazy pomyślałem że to może być dla mnie szansa. A gdy dowiedziałem się, że będziesz następny do złożenia ofiary, byłem pewien, że to bogini wojny zlitowała się nade mną. - Powiedział blady elf.
-Więc wyznajesz kult Mrocznych Elfów i Shaddara? - Dopytywał się Ascon.
-Tak. Jestem wierny kulturze Mrocznych Elfów, ale nigdy nie podobało mi się to, że Shaddar nami rządzi.
-Myślę, że jest w porządku. - Powiedział Meag.
-No jeśli elfka ci ufa... - Powiedział mag, zastanawiając się nad dołączenia do grupy Mrocznego Elfa. - A jak się w ogóle nazywasz, co?
-Nazywam się Bahamut - Odpowiedział. Wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę z fioletową substancją i przyłożył do nosa Lokiego. Ten na początku powoli otwierał oczy, ale gdy poczuł mocny zapach substancji zerwał się na równe nogi. -Co się stało? To Mroczny Elf?! Trzeba go... - Powiedział Loki już wymierzając pięść w elfa.
-Spokojnie. To... - Tutaj na chwile się zatrzymał Ascon, ale w końcu rzekł. - To przyjaciel.
Ascon i Meag opowiedzieli gladiatorowi co się stało, a ten słysząc dokonania elfa z miłą chęcią zagłosował na przyjęcie go do drużyny. Niestety Mroczny Elf nie znał dobrze kopalni, więc zostało tylko sugerowanie się mapą Ascona, która zamiast pokazywać cały teren kopalni, pokazywała tylko cel wyprawy. Mając nadzieje, że mistrzowie magi ziemi i wody mają też mapę do Braverock, Loki ruszył razem z całą drużyną w jeszcze mroczniejsze miejsca kopalni.


Ciekawostki







Czy wiesz, że od patcha 1.8 kupcy nie sprzedają miksturek mentora?
Drogowskaz
Cenega

Cenega Sklep

Ascaron Fansite

Imperium Diablo

gry RPG, cRPG, recenzja, solucja


Insimilion

Insimilion

Fable

Wiedźmin 2

Dragon Age


HackSlashSite

Fabryka Snów



Valid HTML 4.0 Transitional

Copyright by www.sacred.pl team 2004-2017
All rights reserved.
Wykonano 4 zapytań do bazy podczas generowania strony.