Serwis Sacred Plus i Podziemia Sacred 2 Sacred 3 Citadel
Serwis

Logowanie
Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zapomniałem hasła!

Opowiadania



Srebrna Krew

autor: Alkalata


RADA TRZECH


*Rok 1217, cztery lata po wielkiej wojnie. Królestwo ludzi zostało podzielone. Elfy nie wychylały nosa zza bezpiecznego lasu. Krasnoludy drążyły tunele, w poszukiwaniu bogactw. Orkowie tworzyli własne państwo.
W owym czasie w Zamku Mystydle zebrało się trzech radnych. Ubiór ich nie różnił się od innych braci, lecz to co się pod nim kryło, wyróżniało ich najbardziej spośród wszystkich istot w całej Ancarii. Zamek nie był pilnie strzeżony, bowiem nie posiadał nawet murów. Domy magów nie przypominały tych każdemu znanych. Bogato zdobione, mieniły się różnymi kolorami. Na środku warowni stał duży budynek, w nim gromadzili się owi radni.*
-Bracia, zebraliśmy się tu, aby zadecydować o losie Ilis. *Rzekł mag, ubrany w złotą szatę, która mieniła się błękitem.*
-Cóż konkretnie chciałbyś przedyskutować? Czy chcesz, aby podjęła trening u nas, czy zostawimy ją z matką? *Ozwał się krasnolud, paląc fajkę i drapiąc się po głowie.*
-Krasnoludy... zawsze postawicie sprawę jasno... Tak! Własnie o tym mówię, co ty o tym sądzisz Nizz? *Spytał mag mrocznego elfa, którego najwyraźniej nie interesował temat rozmowy.*
-Czy wszystkie mroczne elfy są takimi bezczelnymi ignorantami?! *Oburzył się krasnolud i uderzył pięścią w stół, przy którym obradowali.*
-Jeżeli chcecie znać moje zdanie na tem temat... no dobrze. Ilis jest wprawna wojowniczką, ale nie możemy jej narzucać walki, czy magii - ona sama musi odkryć swój prawdziwy talent. *Powiedział siląc się, aby jego ton nie przypominał sarkazmu.*
-Sprzeciw! Jej matka WYRAŹNIE powiedziała, że to my mamy zadecydować. *Dodał krasnolud.*
-Tak więc głosy, kto za a kto przeciw. Jest nas trzech, więc ta ''wielka rada'' nie będzie trwała zbyt długo. *Stwierdził mag i ciągnął dalej.* Zastanawiam się tylko, co z innymi rasami.
-Ja jestem za daniem jej wolnego wyboru, to jeszcze dziecko! W wieku 16 lat chcecie ją pozbawić własnej woli, aby przez całe życie nie miała swojego zdania? *Rzekł elf, sam dziwiąc się, że jest tak opiekuńczy.*
*Na twarzy krasnoluda malowało się ździwienie.*
-Od kiedy to mroczne elfy mają jakikolwiek wybór?
-A co ci do tego, niedorostku? *Burknął elf.*
*Krasnolud gwałtownie wstał.*
-Spokój! *Krzyknął mag.*
-Jeszcze jednen taki wyskok i wracam do kopalni! *Obraził się mały towarzysz.*
*Do stołu, przy którym siedzieli dwóch goblinów przyniosło tace z jedzeniem. Rozdali siedzącym to co na nich było i oddalili się. Atmosfera rozluźniła się, każdemu poprawił się humor.*
-Tak, więc przegłosowane. Oddaje swój głos na to, aby Ilis sama podjęła wybór. *Rzekł mag.*
*Wszyscy zgodzili się jednogłośnie. Wstali od stołu i podali sobie ręce na pożegnanie.*
-Obyśmy się jeszcze zobaczyli. *Powiedział krasnolud do towarzyszy.*

SMAK KRWI


*Padał śnieg. Na dworze stała kobieta z złotymi włosami i wpatrywała się w ślady na śniegu. Była młoda, jej delikatna cera na to wskazywała. U pasa zwisał miecz, na plecach coś co przypominało skrzydła. Wydawało się, że nie czuje otaczającego ją chłodu. Nie miała źrenic, całkiem białe oczy, tak przenikliwe, tak mądre, jakby wszystko wiedziały. Pochyliła się nad owym śladem i dotknęła go w celu sprawdzenia, czy jest ciepły. Wstała i pochwyciła sztylet zaczepiony przy nagolennikach.
Ruszyła skradając się, najwyraźniej nie chciała być usłyszana. Weszła w małą polankę obsypaną śniegiem, wszędzie rosły iglaste drzewa pokryte bielą. Na środku owej łączki stał wilk spożywający martwe ciało konia. Zarumienione od mrozu policzki kobiety pokryły się łzami. Podniosła ręce do góry i wtem jej ostrze zaczęło się jarzyć błękitem. Emocje wzięły górę nad czynami. Rzuciła się w rozpaczy na wilka.
Morderca odwrócił się do niej gwałtownie. Dziewczyna zatrzymała się, patrzyli sobie w oczy... Wilk warczał i szczekał. Kobieta stała niewzruszona, spoglądając jedynie w jego ślepia. To stało się w przeciągu sekundy.
Bestia rzuciła się na nią. W następnej chwili kobieta leżała, na twarzy czuła coś lepkiego i ciepłego. Musiała mocno krwawić, otworzyła oczy, dotknęła głowy i zobaczyła czerwoną krew. Wilk leżał na jej nogach przygniatając ją, był martwy, sztylet tkwił w jego szyi.
Panika targnęła dziewczyną. Próbowała podnieść wilka, lecz ten nienaruszony. Bestia była wiela, miała z 120 cm wzrostu w kłębie. Pochwyciła miecz, który wisiał jej u pasa i wbiła w wilka, odcinając jego głowę.
Morze krwi wylało się z niego, głowa która ważyła chyba najwięcej leżała zdala od ciała. Kobieta wyczołgała się spod niego i ruszyła w stronę konia. Ten leżał martwy. Znów poczęła płakać. Upadła na kolana i zakryła twarz rękoma. Łzy zmyły krew. Zobaczyła, że nie ma żadnej rany... Więc to była krew wilka. Wstała i otarła rękawem twarz. Wyciągnęła sztyley z wilka, otarła o kawałek materiału, pozbywając się krwi i schowała go na swoje miejsce, z miecze zrobiła to samo.
Wyszła z polanki, na której to wszystko się wydarzyło. Szła w drogę powrotną przez zaśnieżone pustkowa doliny Icreek, mijając góry i ruiny po dawnym imperium jej sióstr. Marzła niesamowicie, ale złość rozpalała ją od środka, pozwalając przetrwać. Doszła do wielkiej bramy z mostem. Owe wrota były otwarte od wieków, w końcu nikt tu niczego nie ruszał. Weszła przez nie. Za nimi stał pomnik serafii, spojrzała na niego i oddała mu chołd kłaniając się. Szła dalej do wielkiego budynku - klasztoru Serafii. Po przejściu przez krętą ścieżkę zastała dość duży plac, był tóż przed wiejściem do pomieszczenia. Stał tam lodowy gigant tępo spoglądajac w jej stronę.
Strach sparaliżował jej młode ciało chciała pochwycić miecz, lecz nie mogła zapanować nad rękami. Potwór zbliżał się do niej z wielką pałką w ręce. Chciał zadać cios...*
-Nie!! *Rozległ się krzyk zza potwora.*
Odgłos wypuszczanej strzały przeszył powietrze i trafił giganta w kark. Potok krwi wylał się z rany, a monstrum padło, jak ścięte drzewo. Dziewczyna była uratowana. *
-Ilis! Ile razy mam ci mówić, że nie masz opuszczać zamku bez mojej wiedzy?! *Zakrzyczała serafia, ale kobieta jej nie słuchała. Rzuciła jej się na szyje.*
-Jesteś ranna? *Spytała jeszcze raz zabójczyni giganta.*
-Nie, to krew wilka. *Rzekła Ilis, jej głos był łagodny i ciepły. Zdawało się, że topi otaczające ich lody.*
*Popatrzyły sobie w oczy, po czym jedna z nich rzekła.*
-Wejdź do środka i ogrzej się. Widać, żeś strapiona. Ilija pewnie już czeka z ciepłą zupą. *Dodała z uśmiechem i razem weszły do środka. Wewnątrz budynku panowała ciepła atmosfera. Zawieszone pochodnie z dziwnych błękitnych kryształów dawały cudny blask na otoczenie i zapewniały ciepło. Gdzie tylko spojrzeć, wszędzie wisały obrazy przedstawiające serafie i ich dokonania na tle wieków. Po prawej stronie stał posąg serafi z napiętą cięciwą łuku, zdawało się że emanuje niebiańską aurą, błyszczał błętkim, a raczej błyszczalo odbijające się od niego światło owych kamieni pełniących rolę pochodni.
Z lewej strony były dwa pomieszczenia. W jednym z nich można było wyczuć zapach gotowanych warzyw i pieczonego mięsa, w drugim zaś była niewielka biblioteczka.
Naprzeciw były duże dębowe drzwi, prawdopodobnie elfickiej roboty, gdyż obfitował w różne runy. Za drzwiamy kryła się tajemnica całego klasztoru. Otóż był tam umieszczony jeden z żywiołów Ancari. Został tam przemieszczony z Frostgartu, gdyż nie był tam zbyt dobrze chroniony. *
-Ach... Ilija chyba się postarała! *Powiedziała starsza kobieta, zabójczyni giganta, wciągajac nosem zapach unoszący się w powietrzu.*
Szły do pokoju, w którym słychać było krzontającą się w kuchni kobietę.
-Ilis! *Krzyknęła Ilija, zobaczywszy krew na twarzy siosty.*
-Nie, nie to nic! To nie moja krew, tylko wilka. *Uspokoiła ją i wzięła kawałek materiału leżący na stole i wytarła nim twarz.*
*Usiadły do stołu, a Ilija podała im gorącą zupę.*
-Opowiadaj, więc siostro cóż ci się przytrafiło. *Ponagliła ją i usiadła razem z nimi.*
*Wnętrzności Iliji skórczyły się natychmiast. Przypomniała sobie o stracie konia. Była tak oszołomiona atakiem olbrzyma, że nawet nie pamiętała o tym.*
-M-mój koń... *Mówiła przez zły.* W-wilk go... Ja musiałam... ale było za p-późno. -To nie twoja wina. *Pocieszała ją matka, która do tej pory się nie odzywała.*
*Natępne chwile upłynęły w ciszy. Ilis jadła, Ilija wierciła się na krześle, a matka nalewała whisky* -Wypijmy, za wszystkich poległych!
*I wypiły. Żołądek Ilis wrócił do normalności, whiski paliła ją w przełyku, ale zagłuszał ten bój żal po stracie przyjaciela.*

WYBÓR


*Wiatr w górach wiał niemiłosiernie, niosąc ze sobą wieści z dalekego południa. Oto do bram Klasztoru Serafi zawitał człowiek.
Nie był przesadnie umięśniony. Jego ubiór stanowił standardowy ekwipunek żołnierza Korony: szara zbroja, niebieski hełm, kolczuga i niebieski kaftan. Jechał na koniu. Owe zwierze miało na sobie zbroję i uzdę, której zwięczeniem był metalowy róg.
Otwarły się wrota Twierdzy Icereek i wjechał żołdak na ich ziemie. Minął posąg i dojechał do miejsca śmierci giganta. Zsiadł z rumaka i przywiązał go do nieopodal rosnącego słupa. Wszedł na schody i zapukał kołatką w drzwi.*
-Otwierać w imieniu Korony! *Ozwał się głosem niezbyt miłym, za to szorstkim i grubiańskim.* *Kroki w środku zwiastowały, że ktoś nadchodzi. Uchyliły się drzwi. Na wojaka patrzyła teraz para oczu bez źrenic.*
-Coście tu chcieli? *Powiedziała kobieta.*
-Możem wejść, czy musiał będę opowiadać na tym mrozie? *Odrzekł starając się nie patrzeć w ślepia serafi.*
-Wchodźcie i mówcie co chcecie, bo gości nie lubimy. Szczególnie takich jak wy. *Dodała.*
*Dziesiętnik wszedł do środka i zdjął hełm. Spod niego wyłoniła się twarz skarana wieloma bliznami. Włosy opadały mu na ramiona, były kruczo-czarne.*
-Przybywam do Ilis. *Zwrócił się do matki.*
-Nie ma jej. *Odrzekła zbita z tropu.*
*Wtem zza rogu wyszła Ilis.*
-Mamo pomożesz na... *Urwała na widok żołnierza.*
-Właśnie widze jak jej nie ma.
-No dobrze jest. Co chcecie od niej? *Spytała matka wyraźnie zdenerwowana.*
*Konny przysunął sobie najbliżej stojące krzesło i spoczął na nim. Hełm położył na stoliku po jego lewej stronie.*
-Korona domaga się ciebie w roli paladyna. Masz stawić się razem ze mną w garnizonie w Porto Vallum, lub - dodał smętnie - jechać do Mystydle nauczać się magi. Wybór zależy od ciebie, ale jedziesz teraz, zaraz. Korona cie potrzebuje.
-Ja... *Zaczęła Ilis, nie wiedziała co powiedzieć.*
-Jesteś ostatnią zdolną do walki serafią! *Upierał się żołnierz.*
-Ja pojadę! *Krzyknęła matka.*
*Żołnierz się zaśmiał.*
-TY już pokazałaś na co cię stać. To przez ciebie Książe Mascarell gryzie piach.
-Mówiłam, że to był wypadek! Zasadzka!
*Żołnierz nie kończył.*
-Jade z tobą na służbę Koronie. *Rzekła Ilis, ale wolałaby tego nie wypowiedzieć. Najlepiej by było, gdyby nic nie musiała mówić.*
-Świetnie! Jedziemy zaraz! *Ucieszył się i wstał z krzesła.*
-Czekajcie! Ilis chodź za mną.
*Matka zaprowadziła ją głęboko w klasztor, gdzie nigdy sie nie zapuszczały. Był to bowiem przeogromny budynek. Wokół walały się szczątki goblinów. Matka uklękła przy starej, wielkiej skrzyni i wyjęła z niej coś, co przypominało Skrzydła.*
-To skrzydła mojej babci. Są w rodzinie od wielu setek lat, bowiem my serafie nie starzejemy się. Weź je i niech ci dobrze służą.
*Ilis obdarzyła ją uściskiem. Założyła je na siebie i wtem pomieszczenie wypełniło światło.*
-Piękne...

*Wrota klasztoru zamknęły się z trzaskiem, a dwoje jeźdźców jechało przed nimi powolnym kłusem. Serafia zwiesiła głowę do ziemi i rozmyślała co stanie się dalej.*


Ciekawostki







Czy wiesz, że równiny Tyr-Haddar i zapomniane bagna Azzchabragh zostały dodane dopiero w Sacred Plus?
Drogowskaz
Cenega

Cenega Sklep

Ascaron Fansite

Imperium Diablo

gry RPG, cRPG, recenzja, solucja


Insimilion

Insimilion

Fable

Wiedźmin 2

Dragon Age


HackSlashSite

Fabryka Snów



Valid HTML 4.0 Transitional

Copyright by www.sacred.pl team 2004-2017
All rights reserved.
Wykonano 4 zapytań do bazy podczas generowania strony.