Serwis Sacred Plus i Podziemia Sacred 2 Sacred 3 Citadel
Serwis

Logowanie
Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zapomniałem hasła!

Opowiadania



Minove Renen - Avatar

autor: Shineko


Rozdział I:

Pojedynek w lesie


Na zachód od miasta Helim, w małej wsi, mieszkał dziesięcioletni chłopiec. Miał krótkie, proste blond włosy, z jednym dłuższym kosmykiem z tyłu. Jego oczy były niebieskie i przenikliwe. Był szczupły, ubrany w prostą, białą, tanią koszulę, płócienne spodnie i najzwyklejsze sandały. Na imię miał Avatar. Mieszkał razem z rok starszą siostrą Tresse, ojcem Fiskiem i mamą Scarlet.
Ich dom znajdował się w południowej części wsi. Posiadali również małe pole uprawne za domem. W wiosce znajdowało się kilka domów, sklep z różnymi przedmiotami oraz żywnością, sklep z ekwipunkiem do wypraw oraz jedna mała karczma. W wiosce rosło mnóstwo drzew i krzewów. W środku wsi znajdowało się małe jeziorko, w którym pływały różne ryby oraz kaczki. Wieś była połączona z plażą. Plaża graniczyła z małym portem dla statków przypływających z północy. Gdy jakiś statek przypływał, zwykle można było się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. W wiosce zatrzymywali się czasem wędrowni kupcy.
Wioskę otaczał ogromny las, za którym ciągnął się następny. W lesie roiło się od os i żuków wielkości niemowlęcia. Owady często zapuszczały się w stronę wioski, dlatego Avatar nosił na plecach drewniany kij, wystrugany przez jego tatę, na siódme urodziny.
Fisk był kowalem i stolarzem w wiosce, więc wystruganie takiego kija, to była dla niego drobnostka. Fisk szkolił trochę Avatara w posługiwaniu się kijem, więc pokonanie żuka, lub dwóch nie sprawiało mu problemu. Natomiast po walce z osą, często wracał do domu z licznymi skaleczeniami. Gdyby do wioski przylatywały dorosłe osy, mógłby nawet zginąć. Młode osy nie posiadają jeszcze jadu, przez co mogą tylko okaleczyć żądłem. Dorosłe osy mają już dość mocny jad, będący dla dziecka śmiertelną trucizną. Avatar pomagał często tacie w polu, za co czasem dostawał kieszonkowe.
Scarlet większość dnia spędzała w domu, gotując lub sprzątając, a Tresse pomagała jej w tych obowiązkach. Scarlet chodziła często na spacery z dziećmi do lasu, po różne zioła. Przy pasie nosiła miecz w skórzanej pochwie. Rękojeść miecza była owinięta miękkim, zielonym materiałem. Jego klinga była pokryta licznymi rysami i wgłębieniami po wielu walkach. Nie rozstawała się z nim nigdy, odkąd dostała go na swoje siedemnaste urodziny. Dla Scarlet osy, żuki, a nawet bandyci, nie byli żadnym zagrożeniem. Była bowiem jedną z najlepiej posługujących się mieczem osób nie w wiosce, a w całym kraju. To właśnie ona w ostatnich zawodach na Arenie była najlepsza. Są to zawody, na które zjeżdżają się osoby, najlepiej walczące, z całego świata. Główną nagrodą na Arenie jest wielka suma pieniężna, oraz wieczna sława. Lecz żeby dostać tę nagrodę, trzeba pokonać przyjaciela, który walczy z tobą ramię w ramię, przez wszystkie rundy. Scarlet tego nie zrobiła, ponieważ nie mogła przyjąć pieniędzy za to, że zabiła swego przyjaciela. Ale sława pozostała, choć już coraz mniej okazywana przez napotkanych ludzi.
Tresse była szczupłą, rudowłosą i wesołą dziewczynką. Zwykle nosiła sukienkę i biało-brązową koszulkę. Nie przepadała za walką. Ale do obrony przed osami i żukami dostała od rodziców na ósme urodziny sztylet. Rękojeść sztyletu była owinięta materiałem bordowego koloru, na którym, jaśniejszym kolorem, wyszyte były różne znaki. Na rękojeści, u nasady ostrza, znajdował się amulet z głową konia. Ostrze było wykonane ze szczerego srebra, które świetnie działało na różnego rodzaju stwory. Jednak również ona posiadała drewniany kij, bo sztylet jest za krótki do normalnych konfrontacji z przeciwnikiem.
Koło południa Scarlet zabrała dzieci na spacer do lasu i przy okazji zbieranie ziół. W lesie było bardzo przyjemnie, ptaki ćwierkały, słychać było szum wiatru i pęd strumyka. Szli długą ścieżką zbierając zioła rosnące obok. Nagle zza krzaka wyleciały dwie osy. - O! To osy! – krzyknął zadowolony Avatar.
Nie namyślając się długo, wyjął kij i skoczył na osy. Jedną uderzył w głowę, po czym gdy opadła na ziemię, wskoczył na nią, wgniatając ją w grunt. Z pyszczka osy wypłynęło kilka kropel krwi. Druga chciała zaatakować chłopca, ale nim zdążyła Avatar uderzył ją w brzuch.
- Widzę, że coraz lepiej walczysz – powiedziała Scarlet – ale mam nadzieję że będziesz walczył nie dla zaba…

Scarlet urwała w pół słowa, zauważywszy mężczyznę biegnącego w ich stronę. Człowiek wyjął zza pasa miecz, który roztaczał mocną, srebrną poświatę. Scarlet wiedziała, co to za aura. Miecz był wzmocniony magią, dodającą siłę srebru i zwiększając ostrość klingi. Scarlet wyciągnęła swój miecz, a jego klinga zalśniła w blasku słońca.
- Dzieci odsuńcie się – powiedziała Scarlet,– tej walki nie wygracie.
Rodzeństwo cofnęło się i ukryło w krzakach. Mężczyzna zadał pierwszy cios na wysokość głowy, który Scarlet skutecznie obroniła, kontratakując w ramię przeciwnika. Ten jednak zrobił unik tak, że ostrze ledwo drasnęło jego ubranie, nie dziurawiąc go. Przeciwnik celując następnym ciosem prosto w klatkę piersiową, zmusił Scarlet do odchylenia się do tyłu. Mężczyzna wykorzystując przeniesienie części ciężaru do tyłu, podciął nogą Scarlet. Kobieta upadła na ziemię i miecz wypadł jej z ręki. Przeciwnik zamachnął się do tyłu, szykując ostateczny cios. Avatar wyskoczył z ukrycia, lecąc w stronę mamy z wyciągniętym kijem, a Tresse ruszyła za bratem. Chłopiec wskoczył pod cios przeciwnika zasłaniając siebie i mamę kijem. Kij został rozcięty, a srebrne, magiczne ostrze przejechało po powierzchni lewego oka chłopca, który zalał się we łzach. Tresse, korzystając z okazji, błyskawicznie wyjęła swój sztylet i ugodziła mężczyznę prosto w serce. Krew trysnęła na twarz i bluzkę dziewczynki. Przeciwnik padł na ziemię. Z oka Avatara płynęła krew, zmieszana z magią srebra. Po chwili okazało się, że nic nie widzi na lewe oko.
- Avatar! – krzyknęła Scarlet – Czy nic ci nie jest?
Chłopiec nie przestawał płakać.
Scarlet przyjrzała się jego oku. Tęczówka, białko i źrenica stały się jednolite, w jasnoszarym kolorze.
- Twoje oko – powiedziała Scarlet – ono…zostało zapieczętowane magią.
Avatar zbladł z zaskoczenia i przestał płakać. Poczuł, że oko przestało go boleć.
- Mamo – zaczął chłopiec – to oko… ono mnie już w ogóle nie boli.
Scarlet nie odpowiedziała. Wiedziała jednak, że takie skażenie powinno zabić chłopca. Wyczuwała w Avatarze dziwną siłę. Ta siła była wyższa od jej własnej. Ale chcąc nie roztrząsać sytuacji, postanowiła mu o tym nie mówić.
Tresse, do tej pory milcząc, poszła obmyć z krwi swój sztylet w strumyku.
- Może lepiej wracajmy do wioski – oznajmiła Tresse – nie wiadomo, co jeszcze może się stać.
- Dobrze – przyznała Scarlet – już ci lepiej, synku?
- Tak – odpowiedział.
Wzięli należące do pokonanego mężczyzny siedemnaście monet i poszli w stronę wioski.
Gdy dotarli do wioski, Scarlet obmyła oko chłopca i ostrożnie usunęła srebrny piasek, który wdarł się w kilka miejsc. Oko było całkowicie szare, a Avatar czuł się słabo, dlatego gdy tylko przyszli, położył się w łóżku. Ojciec chłopca bardzo się zmartwił, gdy dowiedział się o walce w lesie.


Rozdział II

Urodziny i Topielec


Avatar leżał w łóżku od kilku dni i nie odczuwał zmiany w swoim samopoczuciu. Fisk, chcąc go rozweselić, wykuł mu z czystego srebra medalion, w kształcie koła, na którym była wyryta głowa wilka. Oczy wilka wykonane zostały z małych, lecz cennych szafirów. Avatar rzeczywiście bardzo się ucieszył z medalionu i humor mu się poprawił.
Po tygodniu spędzonym w łóżku, chłopiec poczuł się lepiej. Ubrał się i zszedł na dół. Rodzice wraz z siostrą jedli właśnie śniadanie.
- Jak się czujesz, synku? – spytał Fisk.
- Coraz lepiej – odpowiedział – ale cały czas staram się przyzwyczaić do mojego oka.
- Lepiej zjedz coś – powiedziała Scarlet i podała mu śniadanie.
- Dziękuję.
Rozmawiali przy jedzeniu na temat zdarzenia w lesie. Gdy skończyli jeść, poszli do sadów, aby się trochę przejść, a przy okazji nazbierać jabłek. Po drodze napotkali osę, którą Avatar od razu zabił nic nie mówiąc, a nawet nie ciesząc się jak zawsze. Wyczuł, że jego ruchy są bardziej płynne, szybsze, zwinniejsze. Zebrali w sadzie pełny kosz czerwonych, dojrzałych jabłek.
Gdy wrócili do domu, Scarlet wraz z Tresse zaczęły przygotowywać szarlotkę z uzbieranych jabłek. Avatar poszedł się położyć, bo znowu zaczął czuć się słabo, a Fisk wyruszył do Helim, pobliskiego miasta. Wrócił późnym wieczorem niosąc w ręku mały pakunek oraz mały, wiklinowy kosz.
Niedługo potem wszyscy położyli się spać.
Avatar spał dość długo. Gdy się obudził było już prawie południe. Ubrał się i założył na szyję medalion. Cała rodzina krzątała się po domu, lecz gdy tylko usłyszeli kroki chłopca, natychmiast wszyscy zebrali się w jednym miejscu w kuchni.
- Wszystkiego najlepszego – powiedzieli razem.
Dopiero wtedy Avatar przypomniał sobie, że tego dnia obchodzi dziesiąte urodziny. Przez te wszystkie wydarzenia zupełni o nich zapomniał.
Rodzice i siostra złożyli mu życzenia, a potem Fisk wyjął z szafki paczuszkę, którą poprzedniego dnia przyniósł z Helim. Wręczył ją Avatarowi.
- Proszę, to dla ciebie.
Avatar otworzył paczkę. Zobaczył sztylet z niebiesko-granatową rękojeścią, schowany w skórzanej pochwie.
- Ten sztylet został wykuty przez najlepszych Elfickich kowali. – tłumaczył Fisk – Jego ostrze wykonane jest ze stopu żelaza ze srebrem. Zostało wzmocnione magią zwiększenia mocy srebra i ostrości. Pamiętaj tylko, że to nie jest zabawka.
Chłopiec przytaknął. Gdy wyjął sztylet i wziął go do ręki, jego lewe oko zabłysło srebrem, tak samo jak medalion i ostrze sztyletu. Avatar wystraszył się trochę. Po chwili srebrna aura znikła. - Bardzo wam dziękuję. To naprawdę piękny prezent – podziękował Avatar.
- Poczekaj, to jeszcze nie koniec – powiedziała Scarlet i postawiła na podłodze wiklinowy kosz, który również przyniesiony został poprzedniego dnia z miasta Helim.
Chłopiec podszedł do koszyka i usłyszał ciche piski. Powoli otworzył koszyk. Jednym susem z koszyka wyskoczył szczeniak, łasząc się do Avatara. Szczenię miało najwyżej dwa miesiące, było rasy Husky. Jego ubarwienie na brzuchu było białe, na pyszczku i ogonie niebieskawe, a na grzbiecie srebrno-szare.
Chłopiec przytulił szczeniaka i w oku zakręciła mu się łza.
- Naprawdę…-zaczął Avatar – to moje najlepsze urodziny. Jeszcze raz bardzo wam wszystkim dziękuję. A szczeniaka nazwę Cień, dobrze?
- Dobrze, synku – odpowiedziała Scarlet.
Po dość długiej zabawie z Cieniem i zjedzeniu szarlotki, późnym popołudniem cała rodzina wraz ze szczeniakiem udała się nad brzeg morza łowić ryby. Fisk interesował się rybołówstwem, dlatego od czasu do czasu zabierał Avatara na ryby. Chłopiec wraz z ojcem zarzucili wędki, podczas gdy Scarlet budowała z Tresse zamek z piasku.
Po dziesięciu minutach żyłka Avatara naprężyła się. Chłopiec jednym zwinnym ruchem pociągnął wędkę. Pociągnął trochę za mocno i ryba poleciała w piasek jeden metr od nich. Cienia, jak każdego psa, bardzo interesuje to, co dzieje się blisko niego. Podbiegł, złapał w pyszczek rybę i przyniósł Avatarowi.
- Dobry piesek – chłopiec pogłaskał go.
Cień mruknął szczęśliwy.
Ryba mierzyła koło czterdziestu centymetrów długości i była niewiele mniejsza od Cienia, miała pomarańczowe ubarwienie i żółte linie nad oczami.
- To ryba rasy biven – tłumaczył Fisk – jest bardzo rzadkim okazem i zwykle nie pływa blisko brzegu. Coś musiało ją tu zagonić.
Nagle woda niedaleko miejsca, gdzie chłopiec złowił rybę, wyraźnie zawirowała. Wszyscy odsunęli się dalej od wody. Z wiru wynurzyła się bladoniebieska głowa z kilkoma czarnymi kosmykami na środku głowy. Wielkie, lekko spłaszczone uszy zwisały po bokach głowy. Oczy były całe krwistoczerwone z pionowymi, cienkimi źrenicami i z zapadniętymi powiekami. Z odmrożonych, fioletowych ust wystawały dwa krzywe, szarawe zęby. Z nosa kreatury, co chwilę wypływała cienkim strumykiem woda. Avatar zauważył, że potwór ma za uszami skrzela, co wskazywało, że jest stworzeniem wodnym. W ślad za głową z wody wynurzyły się równie bladoniebieskie jak twarz, obwisłe ramiona. Wtedy Scarlet uzmysłowiła sobie, kim jest ten potwór. Był to Topielec.
Topielec jest przeciwnikiem bardzo groźnym, dlatego Scarlet kazała dzieciom odsunąć się i przypilnować Cienia. Z nadgarstków Topielca wyrastały długie na dwadzieścia centymetrów palce z pazurami długości i grubości kciuka dorosłego człowieka. Topielec wynurzał się coraz bardziej z wody, idąc w kierunku plaży. Był całkowicie nagi. Scarlet dobyła miecza, a Fisk swej drewnianej lagi, którą nosił często przy sobie. Gdy Topielec to zobaczył, jego źrenice zwężyły się i z jego ust wydobył się dźwięk, podobny do wycia, lecz o wiele bardziej przerażający. Tresse, wystraszona usunęła się dalej w tył trzymając na rękach szczeniaka. Potwór zaczął biec w stronę Scarlet i Fiska, a jego ramiona powiewały bezwładnie w biegu. Usunęli swą broń w tył, by być w każdej chwili móc zamachnąć się i zadać cios. Topielec, mimo swojego wyglądu był bardzo zwinny. Przeskoczył nad nimi i pobiegł dalej w kierunku Tresse. Scarlet obróciła się, lecz było już za późno. Topielec skoczył w stronę Tresse i otworzył paszczę, w której ukazały dwa się ostre jak brzytwa, żółtawe długie kły, wyrastające po bokach jego gardła. Cień zaczął skamleć. Avatar bez namysłu pobiegł do Tresse i zasłonił ją swym ciałem, dobywając jednocześnie sztylet. Sztylet napełnił się blaskiem księżyca, tworząc srebrno-błękitną aurę dookoła ostrza. Medalion i lewe oko chłopca również zabłysły podobnym, srebrnym światłem. Widać było, że Topielec wystraszył się poświaty, ale nie mógł się już wycofać. Avatar szybkim, zwinnym ruchem rozciął gardło potwora. Gdy sztylet został wbity, prześwietliło przez niego jeszcze mocniejsze światło, poczym głowa potwora wybuchła, rozrzucając dookoła szczątki potwora, a fioletowa krew kreatury trysnęła na twarze dzieci i na piasek.
Scarlet widząc to, upuściła miecz. Lęk o dzieci ustąpił miejsca zdziwieniu i radości, że dziesięcioletni chłopiec zabił Topielca. Podniosła miecz i włożyła go za pas, to samo zrobił Fisk. Podbiegli do dzieci. Tresse nadal stała zaskoczona. Gdy w końcu się ocknęła, wyszeptała jedno słowo:
- Dz…dziękuję.
Avatar również był zszokowany i nie mógł wydobyć z siebie żadnych słów, więc tylko uśmiechnął się czule do siostry. Rodzice przytulili dzieci.
Usłyszeli ciche oklaski. Popatrzyli w stronę, skąd dochodziły. Stała tam osoba. Była wysoka na około sto osiemdziesiąt centymetrów, okryta płaszczem z kapturem założonym na głowie. Postać podeszła bliżej, wtedy zauważyli, że ma na dłoniach rękawice z cienkiej skóry, ze srebrnymi kolcami na kostkach.
- Miałeś duże szczęście – wyraźnie było słychać głos kobiecy – ale również potrafisz walczyć. Nie stałeś w bezruchu, ani też nie uciekłeś, a zachowałeś zimną krew. Podziwiam takich jak ty, zwłaszcza, że potrafisz posługiwać się moim sztyletem.
- To nie jest twój sztylet – odezwał się Avatar – Został wykuty przez Elfy i to one się nim posługiwały. A tak w ogóle, kim ty właściwie jesteś?
Avatar ujrzał lekki uśmiech na ustach widocznych spod kaptura. Kobieta zdjęła kaptur. Miała jasną cerę, przenikliwie zielone oczy, długie rzęsy, lekko zakręcone do góry. Długie, proste, blond włosy falowały na lekkim wietrze. Spod włosów wystawały szpiczaste uszy. Kobieta była niezmiernie piękna. Była Elfką.
- Mam na imię Enrive. Pochodzę z królewskiego rodu Elfów. Sztylet, który trzymasz w ręku, sama wykułam i zapieczętowałam w nim magię. Niestety ktoś mi go ukradł i najwidoczniej sprzedał na targu. Ale zatrzymaj go. Wiem, że jest w dobrych rękach. Jak masz na imię, chłopcze? Okazało się, że spotkanie prawdziwej Elfki zrobiło na chłopcu jeszcze większe wrażenie, niż pokonanie groźnego Topielca…
- Av…Avatar – wyjąkał.
Elfka uśmiechnęła się.
- Nie musisz się mnie bać – powiedziała – Nic ci nie zrobię, a nawet opowiem swojemu ludowi o tobie. Na pewno będą cię podziwiać.
- Enrive – wyjąkała Scarlet – to naprawdę ty?!
- Scarlet! – ucieszyła się Elfka – tak dawno się nie widziałyśmy – Kobiety padły sobie w ramiona.
- To wy się znacie? – spytał trochę zmieszany Fisk.
- Oczywiście – zaczęła wyjaśniać Scarlet – walczyłyśmy razem na Arenie.
Scarlet zaprosiła Enrive do domu. Gdy przyszli, Elfka coś sobie przypomniała.
- Avatar – zawołała chłopca.
- Tak?
- Pokaż mi swoje lewe oko.
Chłopiec trochę niepewnie odsunął kosmyki włosów zasłaniające oko. Elfka przyjrzała mu się uważnie. Na jej twarzy pojawił się niepokój.
- To…to jest niemożliwe – wreszcie powiedziała.
Scarlet podeszła do nich.
- Jak…jak on potrafił przeżyć to zapieczętowanie? – spytała Enrive – Nawet najwięksi magowie giną po czymś takim.
Avatar zbladł.
- Też tego nie rozumiem, – przyznała Scarlet – ale bardzo się z tego powodu cieszę.
- Chłopcze, - Elfka zwróciła się do Avatara – masz w sobie ukrytą siłę, i na pewno zostaniesz kiedyś wielkim wojownikiem lub nawet magiem.
Avatara ucieszyły te słowa.
- Nie poczułeś jakichś zmian po tym zapieczętowaniu? – kontynuowała Enrive.
- Tak, czuję się o wiele silniejszy i bardziej zwinny – odpowiedział.
- To wszystko dzięki magii, którą w sobie posiadasz i potrafisz nad nią panować – wyjaśniała – Nawet ja mogłabym nie potrafić kontrolować magii tego typu, co tobie się udaje.
Chłopiec był zaskoczony. Elfka, o wiele silniejsza i bardziej doświadczona w posługiwaniu się magią, nie byłaby w stanie kontrolować magii zapieczętowanej w nim?
- Przyjadę tu za dwa lata, kiedy trochę podrośniesz. – mówiła – A wtedy podszkolę cię w używaniu magii. Szkolenie w posługiwaniu się bronią zostawiam twojej mamie. Zawsze była w tym ode mnie lepsza.
Avatar przytaknął i podziękował.
- Będę musiała już iść – powiedziała Enrive – wrócę za dwa lata, obiecuję.
- Szkoda, że musisz już nas opuścić – powiedziała Scarlet – ale dobrze wiem, że wy, Elfy nie macie zbyt dużo wolnego czasu.
- Och… o mało co bym zapomniała – powiedziała Elfka i podeszła do trzymającej na kolanach szczeniaka Tresse – To dla ciebie – powiedziała i wręczyła Tresse gitlin. Był to rodzaj kwiatu, rosnący tylko w krainach Elfów.
- Bardzo dziękuję – uśmiechnęła się dziewczynka.
Enrive odwzajemniła uśmiech.
Wyszła na zewnątrz. Avatar wraz z rodziną wyszli przed dom, by się z nią pożegnać.
Następnie Elfka wyciągnęła prawą dłoń przed siebie. Z jej dłoni dobył się błękitny ogień. Skierowała go na pobliską drogę a on powiększył się do rozmiarów domu. Z płomieni wyłonił się biały rumak z ciemnozieloną uprzężą. Płomienie zgasły.
Elfka usiadła w siodle.
- Do zobaczenia za dwa lata – krzyknęła, oddalając się w galopie na koniu.
Po chwili Avatar słyszał już tylko miarowy cichnący tupot kopyt.


Rozdział III

Władca Błyskawic


Minęły dwa lata.
Wygląd Avatara trochę się zmienił. Jego włosy sięgały już do ramion. Dłuższy kosmyk z tyłu został ucięty, wiec włosy były równej długości. Natomiast Tresse zaczęła spinać z tyłu swe rude, długie włosy w kucyk. Avatar coraz zręczniej posługiwał się kijem i sztyletem, jak również potrafił lepiej kontrolować moc, wydostającą się z jego oka. Scarlet uczyła chłopca walki bronią białą, pokazując przy okazji różne zastosowania magii. Jednak Avatar nie potrafił użyć magii.
Został już tylko jeden dzień do przyjazdu Enrive. Avatar nie mógł się doczekać tego dnia.
Chłopiec wraz z siostra i Cieniem, uzbrojeni w sztylety i kije, a pies w zęby, poszli do lasu zapolować na młode osy oraz żuki. Po kilku minutach zobaczyli dwie osy pod drzewem. Osy zauważyły intruzów i poleciały w ich stronę. Dzieci wyjęły kije. Oko Avatara zabłysło, razem z medalionem. Uderzył osę, która odbiła się od kija i spadla martwa na pobliski kamień. Tresse uderzyła druga osę kijem od góry, tak mocno, ze owad rozbił głowę o kamień, na który spadł.
Nagle usłyszeli szelest trawy. Popatrzyli w stronę, z której dochodził. Zobaczyli zakapturzoną postać odzianą w drogą, długą pelerynę. Z początku pomyśleli, że to Enrive, lecz gdy postać podeszła bliżej zobaczyli, że jest o wiele masywniejsza. Postać zdjęła kaptur. Był to mężczyzna. Nie miał ani szpiczastych uszu, ani bladej cery elfów. Na jego twarzy błyszczały niebieskie wzory, które były skutkiem częstego używania magii. Włosy i broda mężczyzny były całkowicie siwe, a oczy całe wypełnione niebieskością z małymi źrenicami.
Dzieci przestraszyły się. Mężczyzna zrzucił szatę, pod którą miał skórzane ubranie. Nie posiadał żadnej broni.
- To ty jesteś Avatar, chłopcze? – spytał chłodno mężczyzna.
- Tak, to ja – odpowiedział bezmyślnie chłopiec.
- W takim razie zginiesz – warknął mężczyzna i pobiegł w jego stronę.
Avatar wystraszył się jeszcze bardziej, ale nie miał już szansy odwrotu, mężczyzna pędził w jego stronę z wielką szybkością. Tresse zasłoniła Avatara. Mężczyzna, widocznie zły zatrzymał się.
- Nie wiesz, w co się pakujesz dziewczynko – mruknął i za pomocą magii odrzucił ją z wielką siłą.
Tresse uderzyła plecami o pobliskie drzewo i zemdlała. Z jej ust wypłynęło parę kropel krwi.
Mag chciał wykończyć Tresse kolejnym czarem, lecz Avatar skoczył w jego stronę i popchnął go. Mężczyzna przewrócił się. Wstał na nogi i wyciągnął dłoń w kierunku chłopca.
- Teraz giń! – krzyknął.
Z ręki mężczyzny wyleciała ogromna błyskawica, która poraziła Avatara. Krzyki chłopca było słychać w całym lesie, lecz mag nie ustępował. Trzymał czar błyskawicy, stopniowo powiększając jego siłę. Gdy błyskawica osiągnęła siłę maksymalną, lewe oko Avatara rozbłysło ogromnym, błękitnym światłem. Blask oślepił chwilowo maga, więc nie mógł podtrzymywać dalej błyskawicy. Chłopiec opadł na ziemię. Mężczyźnie powrócił wzrok. Ujrzał, że chłopiec, mimo tych wszystkich ataków podniósł się na nogi. Avatar wypluł krew znajdującą się w jego ustach. Przez jego ciało cały czas przechodziła moc błyskawicy. Po chwili oko chłopca zabłysło znowu i zaabsorbowało magię wraz z błyskawicą. Mag się wystraszył. Jeszcze nikt nie przeżył ataku maksymalnej mocy błyskawicy. Z ust Avatara, co chwile wypływała krew. Chłopiec zdenerwował się.
- Nikt…powtarzam nikt…nie będzie krzywdził mojej siostry! – krzyknął.
Wystawił rękę w bok. W jego dłoni stopniowo tworzyła się kula z błyskawicy. Kula była już wielkości głowy dorosłego człowieka. Biegł w stronę maga. Zszokowany mężczyzna nie ruszył się nawet. Gdy chłopiec był już blisko, wbił kulę w brzuch maga. Ręka Avatara przeleciała na wylot ciała mężczyzny. Wielka ilość krwi opryskała chłopca i pobliskie drzewa. Mag wydał z siebie już tylko niemy, głęboki krzyk, poczym opadł na ziemię. Blask oka Avatar zgasł. Chłopiec chciał podejść do siostry, lecz nie zdołał. Zemdlał.


Rozdział IV

Minove Renen


Było południe, gdy Avatar otworzył oczy. Pierwszym, co zobaczył była uśmiechnięta twarz siostry. Zauważył, że leży w łóżku, z Cieniem u boku. Czuł lekki ból w jego lewym oku.
- Witaj braciszku – powiedziała Tresse – znowu mnie uratowałeś. Dziękuję! Przespałeś cały dzień, już się baliśmy, że nie przeżyjesz.
Chłopiec uśmiechnął się do niej. Po chwili usłyszał kroki zmierzające do jego pokoju. Ujrzał mamę, tatę oraz Enrive.
- Widzę, że już się ocknąłeś synku – zaczęła Scarlet – twoja odwaga jest niesamowita. Fisk przytaknął.
- Znów mnie zaskakujesz – powiedziała Elfka – najpierw Topielec, teraz mag czwartego kręgu magii…
- Czwartego kręgu? – przerwał chłopiec.
- Widzisz, jest pięć kręgów magii – zaczęła wyjaśniać Enrive – Im wyższy jest krąg maga, tym jest silniejszy.
Elfka uśmiechnęła się.
- Przejdźmy do przyjemniejszych spraw – zaproponowała Scarlet.
Elfka z Fiskiem zgodzili się.
- Wszystkiego najlepszego! – powiedzieli chórem.
- Dziś kończysz dwanaście lat – dodała Tresse.
Avatar usiadł na łóżku, ciesząc się, że nie zapomnieli o jego urodzinach. Cień mruknął do niego. Chłopiec pogłaskał psa.
Scarlet i Fisk wręczyli chłopcu dużą paczkę. Avatar otworzył ją. W środku znajdowała się skórzana kurtka, spodnie, pas, rękawice i buty, również pokryte skórą.
- Ten zestaw jest ze skóry brązowego wilka. – tłumaczył Fisk – Został zamówiony od najwybitniejszych Elfickich krawców, ponieważ tylko oni potrafili uszyć strój ze skóry wilka, który dodatkowo wzmocnili magią ochronną. Na lewym rękawie jest pochwa, do której idealnie będzie pasował twój sztylet.
- Teraz moja kolej – odezwała się Enrive – Jak obiecałam dwa lata temu, opowiedziałam memu ludowi o twoich zdolnościach. Zgodzili się podarować ci coś, co będzie bardzo przydatne przez całe twoje życie.
Elfka wręczyła chłopcu, długie na około jeden metr, drewniane pudełko. Avatar ostrożnie je otworzył. W środku znajdował się miecz, z identycznie obszytą rękojeścią jak sztylet. Na skórzanej pochwie miecza, oraz na klindze, tuż przy rękojeści znajdował się znak głowy wilka. Ostrze wykonane zostało również z tego samego stopu metali, co sztylet.
- To Minove Renen – tłumaczyła Enrive – wykuty został na podobieństwo twojego sztyletu. Jest tak samo wzmocniony magią jak sztylet.
Avatar podziękował za prezenty.
- To jeszcze nie wszystko – przerwała jego podziękowania Elfka – załóż swój medalion na szyję i weź do rąk sztylet oraz miecz.
Chłopiec zrobił posłusznie to, o co prosiła Enrive.
Elfka wystawiła rękę w stronę Avatara. Wyszeptała kilka słów w języku Elfów. Jej oczy prześwietliło mocne, zielone światło, a z ręki wyleciał błękitny płomień, który przepełnił chłopca. Avatara przeszył krótki, lecz bardzo mocny ból. Upadł na kolana. Błękitny płomień został zaabsorbowany przez miecz, sztylet, medalion oraz oko chłopca.
- Ta magia, którą cię napełniłam została mi dana przez najwyższe Elfy z mojego rodu, specjalnie dla ciebie. – powiedziała Enrive – Zawiera moc Srebrzystego Wilka. Uznaliśmy, że tylko ty będziesz mógł zapanować nad jego mocą. Ten prezent nigdy nie zgaśnie. Zostanie z tobą do końca twoich dni.
Po chwili Avatar, z trudem, podniósł się z ziemi.
- To my na razie wyjdziemy, a ty przebierz się – zaproponowała Elfka – zabierz ze sobą miecz, ponieważ nauczę cię jak napełnić go magią.
Chłopiec przytaknął. Ubrał koszulę, na którą włożył nowe skórzane ubranie. Miecz przypiął do pasa, a sztylet włożył do pochwy na ramieniu. Nałożył na stopy skórzane buty i zszedł na dół. Zjadł posiłek, poczym, wraz z Cieniem, wyszedł na pole.


Rozdział V

Twarda Skała


Gdy wyszli z domu, Avatar ujrzał czekającą pod drzewem Enrive. Podszedł do niej. Cień dotrzymywał mu kroku.
- Czy jesteś już gotowy? – spytała Elfka.
- Tak – odpowiedział Avatar po chwili namysłu.
Pies szczeknął potwierdzając swą gotowość.
- W takim razie chodźmy – powiedziała Enrive i wyruszyli w stronę polany.
Po chwili doszli na polanę. Była ona cała w kwiatach, na których siadały motyle lub pszczoły.
Trawa, wiła się lekko na wietrze. Z boku polany znajdowała się góra, a przy niej dużo głazów i kamyków. Podeszli w jej stronę.
- Na początku coś łatwego – zaczęła Enrive – Hmmm… może podnoszenie kamyków za pomocą magii i manipulowanie nimi.
Elfka uśmiechnęła się. Wyciągnęła rękę w stronę kamyka wielkości pięści.
- Neso.
Kamień wzleciał w powietrze i zaczął lewitować na wysokości kilku centymetrów, nad jej otwartą dłonią. Elfka zacisnęła dłoń w pięść. Kamień skruszył się w pył, który został uniesiony daleko przez wiatr. Avatar przyglądał się zaskoczony.
- Teraz twoja kolej! – powiedziała Enrive – skup się na tym kamyczku i powiedz Neso, wtedy kamień uniesie się do twojej ręki, jeżeli nad nim zapanujesz.
Avatar wyciągnął dłoń, kierując ją na kamyk.
- Neso!
Nic się nie stało.
- Neso!
Dalej nic.
- Neso!
Chłopiec próbował kilka razy, lecz nic mu nie wychodziło.
- Skup się na tym kamyku! – poradziła Elfka.
Avatar ponownie wyciągnął rękę.
- Neso!
W lewym oku chłopca ukazał się szklisty blask. Kamień wyleciał w górę z wielką szybkością, trafiając Avatara w policzek i rozcinając go lekko. Rana nie byłą zbyt głęboka, dlatego się tylko zaczerwieniła. Elfka uśmiechnęła się.
- Mówiłam, że nie zdołasz nad nim zapanować od razu – zaczęła Enrive – musisz nauczyć się skupiać moc w jednym punkcie i panować nad nią.
Chłopiec nic nie odpowiedział. Wyciągnął rękę raz jeszcze. Jego oko zeszkliło się, a wokół rękawicy pojawiła się lekka błękitna poświata.
- Neso – powiedział spokojnie, lecz ze skupieniem.
Kamyk wzleciał powoli nad jego rękawicę i spokojnie tam lewitował.
- Brawo – rzekła Elfka klaszcząc – nie sądziłam, że to dziś opanujesz.
Avatar lekko się uśmiechnął.
- A teraz spróbuj go zgnieść w pył, za pomocą magii – poradziła Enrive.
- W jaki sposób? – spytał Avatar.
- Pokażę ci.
Skierowała dłoń w stronę najbliższego kamyka.
- Neso! – kamień wzleciał do jej ręki – Minot! – kamień zmiażdżył się w pył.
Avatar z podziwu stracił kontrolę nad kamieniem, błękitna poświata znikła, a kamień spadł w dół i uderzył go w stopę. Chłopiec skrzywił się lekko z bólu.
- No, twoja kolej – zaproponowała Enrive.
- Neso! – kamień posłusznie wzleciał do jego ręki – Minot! – Oko Avatara znów się zeszkliło. Kamień rozpadł się, lecz na kilka dużych kawałków. Jeden z nich, ostrą krawędzią, leciał w stronę lewego oka Avatara. Elfka nie zdążyła zareagować. Kamień był już przy oku. Nagle z oka chłopca wyleciała mała błyskawica, zamieniając kamień w pył. Elfka stanęła jak wryta, gdy to zobaczyła. Cień natomiast skulił się i zaczął skomleć. Enrive rozluźniła się.
- C-co się s-stało? – spytał jękliwie Avatar.
- Niestety – zaczęła Elfka – nie potrafię tego wytłumaczyć. Magia, którą zostałeś obdarzony jest tak silna, że nawet ja nie potrafię jej pojąć. Ale dość gadania! Ćwicz dalej! Nie kazałam ci posłużyć się błyskawicą! Kazałam ci zmiażdżyć kamień za pomocą czaru Minot. No już! Zaczynaj.
Avatar znowu męczył się nad kolejnym czarem. Gdy minęło jakieś pół godziny, chłopiec opanował zaklęcie. Odniósł tylko lekką ranę, a tak dokładniej to skaleczenie na skroni, przez kawałek kamyka.
- Następnym ćwiczeniem będzie…- Elfka nie dokończyła, bo usłyszała czyjeś kroki.
Po chwili zza krzaków wyłonili się dwaj mężczyźni, dobrze zbudowani, obcięci na łyso. Na plecach mieli przyczepione wielkie dwuręczne miecze. Na prawym policzku obaj mieli wypalony znak kruka. Ubrani byli w podarte, czarne, skórzane ubrania. Ich długie, ciemne włosy podtrzymywała opaska.
- Elfka? – zaczął jeden poważnym, lekko drwiącym głosem – Przynajmniej będzie więcej zabawy. Uśmiechnął się drwiąco, a jego kompan odwzajemnił uśmiech.
- Czego tu chcecie?! – spytała Elfka – Myślicie, że uda wam się pokonać mnie? Mylicie się! - Milcz! – krzyknął jeden z nich.
Machnął ręką, a Elfka wzleciała w powietrze. Machnął drugi raz i rzucił nią na głazy. Straciła przytomność.
- Enrive! – zawołał Avatar, a w jego oku pojawiła się łza – Coś ty jej zrobił?!
Bandyta uśmiechnął się lekko. Cień zaczął warczeć. Wyższy mężczyzna zdjął z pleców miecz. Mimo jego wagi dzierżył go z lekkością, w jednej ręce. Skierował ostrze w stronę chłopca.
- Elfka nam nie przeszkodzi. – powiedział spokojnie – Teraz zginiesz!
Avatar wyciągnął miecz. Minove Renen zabłysnął w lekkich promieniach słońca. Cień wyszczerzył kły złowrogo.
- Myślisz, że coś nam zrobisz takim sztylecikiem?! – zaśmiał się bandyta – Nie mam dziś nastroju do żartów.
Zaczął biec w stronę Avatara. Gdy był już blisko zamachnął się mieczem, który tym razem trzymał oburącz. Avatar wraz z psem uskoczyli przed uderzeniem. Miecz bandyty wbił się w głaz rozcinając go na pół. Mężczyzna jednak odwrócił się od razu. Cień pobiegł w stronę bandyty z otwartym pyskiem. Lecz mężczyzna kopnął psa w bok, a on poturlał się po ziemi, aż w końcu stłumił siłę uderzenia, zatrzymując się na kamieniu. Avatar skorzystał z nieuwagi przeciwnika i podbiegł do niego. Mężczyzna machnął mieczem na wysokości klatki piersiowej chłopca. Avatar jednak skoczył w odpowiednim momencie i wskoczył na miecz. Szybko się z niego odbił wzleciał nad głowę przeciwnika i jednym, zręcznym ruchem ściął mu głowę. Krew trysnęła chłopcu w oczy i przez chwilę nie widział niczego. Otarł oczy. Jego bluzka również była cała zakrwawiona, a krew bandyta stopniowo wsiąkała w glebę.
- Dość! - krzyknął drugi.
Pobiegł w stronę chłopca i wyjął miecz zza pleców. Zamachnął się. Avatar próbował obronić się swoim mieczem, lecz nie udało mu się go utrzymać. Siła uderzenia była ogromna i wytrąciła chłopcu miecz z ręki. Avatar przewrócił się na ziemię. Przeciwnik zamachnął się ponownie by zadać ostateczny cios. Avatar przeturlał się, uniknął ciosu.
- Neso! – zawołał, a miecz wzleciał do jego ręki – To twój koniec!
Oczy Avatara przepełniły się nienawiścią. Przeciwnik nie mógł wyciągnąć miecza z ziemi. Chłopiec wykorzystał to. Wbił bandycie miecz w plecy i przebił go na pół. Z ust przeciwnika wydobył się głuchy krzyk, a potem popłynęła krew. Chłopiec wyjął miecz, a przeciwnik upadł na ziemię. Avatar odwrócił się w stronę Enrive. Bandyta ostatkiem sił, rzucił swym sztyletem w stronę chłopca. Avatar nie zdążył odbić sztyletu, ale za pomocą miecza zmienił jego kierunek. Sztylet zamiast w serce, trafił w lewe ramię chłopca, rozcinając je mocno. Avatar wyjął sztylet z rany i cisnął nim w głowę bandyty. Nie chybił. Podbiegł do Elfki.
- Enrive! – zawołał i potrząsnął nią – ocknij się!
Elfka po chwili otworzyła oczy. Ujrzała na twarzy Avatara uśmiech. Podniosła się i usiadła na kamieniu.
- Jak ci się udało to zrobić? – spytała – To nie byli łatwi przeciwnicy!
- Nie użyli wobec mnie magii – powiedział – pewnie tylko dlatego mi się udało.
W tym czasie Cień usiłował się podnieść.
- Musimy wrócić do wioski – powiedziała Elfka – dzień już się kończy, a my mamy dość poważne rany. Twoją trzeba odkazić i zabandażować.
Avatar przytaknął. Pies podbiegł do niego i liznął w łydkę. Chłopiec uśmiechnął się do psa. - Wracamy – zdecydował.


…:::MINOVE RENEN:::…

Opowiadanie na konkurs.


Avatar obudził się. Nie mógł spać, gdyż dręczyły go koszmary, w których widział potworne stworzenia, pustoszące wioskę. Gdy otworzył oczy, jego lewe oko zaczęło bardzo go piec. Zacisnął zęby. Gdy spojrzał przez okno, zobaczył wschód słońca. Jednak chłopiec nie miał zamiaru spać dłużej. Zdjął z siebie kołdrę i wstał z łóżka. Podszedł do lustra sprawdzić, czy nic się nie stało z jego okiem. Oko wyglądało jak zwykle, srebrno-niebieskie przedzielone na skos blizną. Korzystając z faktu, że był przy lustrze, uczesał swe długie do ramion blond włosy. Włożył na siebie spodnie, kurtkę i buty ze skóry brązowego wilka. Sztylet włożył do pochwy na górnej części lewego rękawa. Do pasa przypiął swój miecz, Minove Renen.
Cień zauważył, że Avatar wstał, więc podszedł do niego i zaszczekał radośnie na powitanie. Avatar pogłaskał psa.
- Ciszej, bo obudzisz wszystkich domowników – powiedział chłopiec do Cienia – Jeśli chcesz, możesz iść ze mną na trening, co ty na to?
Pies zamerdał przyjaźnie ogonem.
- To chyba miało znaczyć tak – uśmiechnął się Avatar – No to chodźmy.
Schodząc po schodach, Avatar założył na szyję swój medalion z kłem wilka. Następnie wyszedł z domu, z Cieniem u boku. Poszli na polankę, na której zwykle trenowali w towarzystwie Elfki, Enrive. Tor przeszkód utworzony przez Avatara i Enrive dla Cienia, nadal był na swoim miejscu, nieuszkodzony. Chłopiec ujrzał jabłoń i wspiął się na nią, by zerwać jabłka na śniadanie dla siebie. Cień upolował zająca.
- Cieniu – zaczął Avatar, gdy skończyli jeść – ćwicz na swym torze, podczas gdy ja zajmę się zapieczętowaniem magii w mieczu.
Pies szczęknął na zgodę i zaczął pokonywać przeszkody na swojej trasie. Chłopiec podszedł do sterty głazów pod pagórkiem. Wyjął miecz z pochwy przy pasie, a jego klinga zabłysła w świetle wschodzącego słońca. Avatar położył lewą rękę na mieczu.
- Senho! – krzyknął chłopiec.
Jego oko zabłysło błękitnym światłem, które przeszło przez lewą rękę na miecz. Po chwili wokół miecza ukazała się błękitna poświata. Avatar wykrzywił usta w lekkim uśmiechu. Podszedł do głazu, sięgającego mu do pasa. Chwycił Minove Renen oburącz. Zamachnął się i uderzył z całą siłą w głaz, a aura miecza powiększyła się i stała się wyraźniejsza. Potem zgasła. Chłopiec trzymał miecz wbity w głaz klika sekund. Po chwili poczuł drganie. Szybkim ruchem wyciągnął miecz i odsunął się. Głaz zaczęło prześwietlać ostre, błękitne światło, po czym nastąpił wybuch, rozdrabniający głaz w pył.
Chłopiec ucieszył się z efektu swojej ciężkiej pracy nad opanowaniem zapieczętowania. Spojrzał, jak radzi sobie Cień. Pies zręcznie pokonywał tor przeszkód, świetnie się przy tym bawiąc i szczekając co jakiś czas. Ćwiczyli do południa, a następnie wrócili do wioski.
Chłopiec ujrzał przy swoim domu, że jego rodzice rozmawiają z Noltem. Nolt był starszym mężczyzną mieszkającym na skraju wioski, tuż przy morzu. Avatar zaciekawiony podbiegł szybciej do nich. Cień dotrzymywał mu kroku.
- Chłopcze – Nolt zwrócił się do Avatara – Słyszałem, że jesteś dobrym szermierzem, a i magia nie jest ci obca. Miałbym dla ciebie zlecenie. Jeżeli jesteś zainteresowany, przyjdź wieczorem do mnie, tylko nie przechodź przez ogród!
- Dobrze, przyjdę – odpowiedział Avatar.
- Dzięki Bogu! – krzyknął zadowolony Nolt i zawrócił w stronę domu.
Chłopiec wszedł do domu wraz z rodzicami. Przez cały dzień nie mógł się doczekać, na czym miałoby polegać jego zlecenie. Ale nie bał się.
- W końcu jakie zadanie może być przydzielone trzynastolatkowi? – myślał.
Gdy tylko się ściemniło, pobiegł do Nolta wraz z Cieniem. Nolt czekał na progu swej chaty.
- Witaj chłopcze – powiedział, gdy tylko Avatar z psem podbiegli – Cieszę się, że przyszedłeś i mam nadzieję, że potrafisz dobrze walczyć.
- Tak, potrafię – odpowiedział chłopiec – o jakie zlecenie ci chodziło?
- Jak zapewne wiesz, mój ogród bezpośrednio graniczy z morzem. – zaczął Nolt – Co noc, z wody wychodzi dziwna postać i pustoszy mój ogródek. Twoja mama nazwała to stworzenie Topielcem. Podobno już sobie raz poradziłeś z tym stworzeniem, tak?
Avatar przytaknął.
- Ze względu, że to dość niebezpieczne, zapłacę ci pięćset zelinów, gdy go pokonasz.
Chłopiec nic nie odpowiedział. Poszedł do ogródka i czekał na nocnego gościa.
Po chwili woda w morzu zawirowała. Z wiru wynurzyła się bladoniebieska głowa z kilkoma czarnymi kosmykami na środku głowy. Wielkie, lekko spłaszczone uszy zwisały po bokach głowy. Oczy były całe krwistoczerwone z pionowymi, cienkimi źrenicami i z zapadniętymi powiekami. Z odmrożonych, fioletowych ust wystawały dwa krzywe, szarawe zęby. Z nosa kreatury, co chwilę wypływała cienkim strumykiem woda. Potwór za uszami miał skrzela.
W ślad za głową z wody wynurzyły się równie bladoniebieskie jak twarz, obwisłe ramiona.
Potwór stopniowo wynurzał się, aż wyszedł na ląd. Był całkowicie nagi, a jego nogi były powykrzywiane. Avatar i Topielec zbliżali się stopniowo do siebie. Chłopiec wyciągnął miecz. Minove Renen zabłysnął w świetle księżyca i oślepił chwilowo Topielca. Potwór zawył żałośnie tak głośno, że aż klinga miecz zawibrowała lekko.
- Zensho! – krzyknął Avatar, a jego oko zaczęło świecić błękitno-srebrnym światłem, zwiększając szybkość, zwinność i siłę chłopca.
Topielec zaszarżował w stronę Avatara. Lecz chłopiec uskoczył i zręcznie dźgnął Topielca w lewe ramię. Koniuszek miecza został pokryty niebieskim płynem gęstości mleka – krwią potwora. Topielec chwycił się za ramię i ryknął jeszcze głośniej. Znów zaczął szarżować w stronę chłopca. Avatar dotknął lewą ręką klingi.
- Senho! – krzyknął chłopiec. Niebieski promień przeszedł od oka, przez ramię, aż do klingi.
Klinga Minove Renen pokryła się błękitem. Potwór był już blisko. Avatar ujął miecz oburącz, skierowany w dół. Przeskoczył nad Topielcem i wbił mu miecz w kark, dziurawiąc na wylot. Chłopiec zostawił miecz w karku potwora i odsunął się. Topielec zaczął się trząść, a światło miecza pulsować. Po chwili potwór eksplodował na małe kawałeczki, a w ogrodzie zrobiło się niebiesko od krwi Topielca. Avatar usunął się przed spadającym mieczem, który wbił się w ziemię tuż przy chłopcu.
Avatar wyjął miecz i wsadził do pochwy. Wszedł do domu Nolta i wziął nagrodę w wysokości pięciuset zelinów, po czym wrócił do domu.
- Martwiliśmy się o ciebie! – krzyknęła mama na widok Avatara, który wszedł do domu – Nic się nie stało? Czy to był Topielec?
Chłopiec opowiedział całej rodzinie o potworze i o walce. Cieszyli się, że nic mu się nie stało.
Avatar, zmęczony, położył się do łóżka. Lecz nie mógł zasnąć.
- Z jakimi jeszcze potworami dane będzie mi się zmierzyć? Jakie jeszcze przygody przeżyję? – myślał.
W końcu zasnął.


Ciekawostki







Czy wiesz, że gdy w przedmiot wymagający np. znajomość miecza, wkujesz ring np. ze znajomością magii o większej wartości, to miecz zmieni wymagania?
Drogowskaz
Cenega

Cenega Sklep

Ascaron Fansite

Imperium Diablo

gry RPG, cRPG, recenzja, solucja


Insimilion

Insimilion

Fable

Wiedźmin 2

Dragon Age


HackSlashSite

Fabryka Snów



Valid HTML 4.0 Transitional

Copyright by www.sacred.pl team 2004-2017
All rights reserved.
Wykonano 4 zapytań do bazy podczas generowania strony.