Serwis Sacred Plus i Podziemia Sacred 2 Sacred 3 Citadel
Serwis

Logowanie
Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zapomniałem hasła!

Opowiadania



Spisek przeciw Lodowym Elfom

autor: Peace


Rozdział I



Karczma w Braverock tego dnia miała wielu gości. W całej pomieszczeniu było słychać rozmowy ludzi, krasnoludów i innych stworzeń, a elfickie kelnerki chodziły w tą i w tamtą nosząc piwo i różne potrawy. Nagle do karczmy weszła jakaś mroczna postać. Całe pomieszczenie opanowała dziwna aura. Owa postać miała na sobie szaro-brązową szatę i kaptur przez co nie było widać niczego co można by schować pod szatą. Była wysoka i niebyt dobrze zbudowana. Wszyscy wzrok skierowali na postać. Ona stała nieruchomo. Krasnoludzcy kucharze wychylili się z kuchni aby sprawdzi dlaczego nagle zrobiło się cicho. Postać nagle ruszyła w stronę lady, a jeden z kucharzy pobiegł do właściciela karczmy, aby zawiadomić go o przybyciu postaci. Wszyscy wzrokiem szli za postacią, a ona jakby nic nie widziała szła dalej w stronę lady. Gdy postać chciała wejść do kuchni jeden z krasnoludów stanął mu na drodze i powiedział:

- Tu wolno wchodzić tylko personelowi.

Postać opuściła lekko głowę i zdjęła po woli kaptur tak, aby widział go tylko ten który go zatrzymał. Krasnolud zobaczył bladą twarz Mrocznego Elfa. Był na niej jeden szew. Włosy miał siwe i długie do szyi. Elf rzekł:

- Zejdź mi z drogi bo twoim szpikiem nakarmię klientów. Krasnolud, jak to krasnolud, podszedł do tego lekceważąco i odpowiedział:

- A chcesz spróbować mojego topora?

Mroczny Elf założył kaptur i lekko wychylił spod szaty swoją bladą rękę, i wyszeptał coś po cichu. Krasnolud wybuchł za sprawą czaru i jego wnętrzności i krew zalały kuchnie i trochę pomieszczenia dla gości. Klienci nagle wpadli w panikę. Elf jednym ruchem zdjął szatę i wykrzyknął:

- Wracać na miejsca, bo zrobię to samo co z kucharzem!

Jego głos zabrzmiał śmiertelnie poważnie a wszyscy tylko wrócili się na miejsca i z przerażeniem siedzieli. Mroczny Elf był w szarej kamizelce i spodniach, które miały trochę podarte nogawki. Na pasie miał miecz schowany w pochwie i przypięty mały sztylet oraz kilka mikstur leczenia. Wszystko jakby zamarło a Elf energicznym krokiem poszedł dalej. Chwile później i był w pomieszczeniu właściciela karczmy. Krasnoludki kucharz stał przed właścicielem i rozmawiał z nim. Elf wszedł do pokoju i powiedział:

- Wyjdź krasnoludzie.

Krasnolud zagryzł zęby i już chciał się rzucić na przybysza lecz nagle spokojny głos właściciela:

- Do kuchni.

Krasnolud uspokoił się i tylko rzucił krwawe spojrzenie na Elfa poczym wyszedł. Właściciel rzekł:

- Kim jesteś i czemu niepokoisz moich klientów?

Gospodarz mówił to z zupełnym spokojem, siedział na krześle za biurkiem z pogodną miną. Obok niego stała laska, a on miał na sobie zbroje płytową i złoty kaptur. Miał krótkie włosy i pogodną twarz. Mroczny Elf mu odpowiedział:

- Jestem Liu, przyszedłem do Ciebie ze sprawą. Wiem że jesteś potężnym magiem i potrzebuje twojej pomocy. Mam zamiar raz na zawsze zgładzić rasę Lodowych Elfów. Czy mi pomożesz?

- Hmm… Ale po co chcesz ich zgładzić?

- Oni coraz bardziej nasuwają się na nasze tereny. Będą mieli za swoje.

- Więc mielibyśmy iść do lasów w okolicach Tyr-Fasul? To bardzo daleko…

- Znam maga który otworzy nam teleport.

- A więc dobrze… Pomogę Ci.

RozdziałII



Gospodarz chwycił za swoją laskę, i rzekł:

- A tak w ogóle, jestem Aron.

- Czas ucieka… Chodźmy.- odparł Liu.

I wyszedł z pomieszczenia, nie patrząc czy Aron za nim podąża. Zanim Liu doszedł do kuchni Aron rzucił na niego zaklęcie pnączy, unieruchamiając go, na co wyciągnął on miecz.

- Co ty robisz?!- powiedział zdenerwowany.

- Spokojnie. Nie chcę wychodzić głównym wejściem. Ludzie już dość się naoglądali.

Na to Liu schował miecz i znacznie spokojniej rzekł:

- A właśnie… Rozsadziłem jednego z twoich kucharzy.

- Boże… No trudno ale nie wykańczaj swoich. Zaraz wracam polecę tylko kucharzom, co maja robić.

- Ale zdejmij to zaklęcie.

- Zdejmę jak przyjdę.

Po tym Aron poszedł do kuchni a Liu usiadł i czekał. Po jakiś pięciu minutach wrócił i rzekł:

- Już skończyłem. Zdejmę z Ciebie to zaklęcie i idziemy.

Aron bez żadnego wysiłku jednym ruchem ręki zdjął zaklęcie.

- Nareszcie… Teraz chodźmy.- rzekł Liu.

- Za mną!

I poszli do tylnich drzwi. Szli krótko bo zaledwie parę sekund i już znaleźli się na zewnątrz. Gdy wyszli Aron go zapytał:

- Gdzie jest ten czarodziej?

- Tu w mieście. Przy moście.

- Prowadź więc.

Aron przesunął się i Liu zdecydowanym krokiem poszedł naprzód. Po drodze spotkali jednego demona, który nie sprawił im większych problemów. Szli dość długo dróżką aż doszli do małego drewnianego mostu nad rzeczką.

- Coś tu jest nie tak… - powiedział Liu

- Te tereny niedawno oczyszczałem z demonów. Nawrót powinien być dopiero za tydzień.

- Nie, nie chodzi o to… Nie widzę Vexara.

- Tego czarodzieja?

- Tak. Coś mi tu nie gra.

Gdy doszli na miejsce nikogo tam nie było. Tylko ślady krwi i dziwne małe dziurki o średnicy ok. 1 cm pomrożone z brzegów. - Wystawił mnie!- powiedział pochopnie Liu.

- Nie…- Aron schylił się do dziurek- On walczył. To ślady po ostrzach mrozu no i jeszcze ta krew…

- No to co robimy? Chyba go nie będziemy szukać?

Aron wstał i obrócił się do Liu.

- Pomyśl logicznie… Co mogłoby się stać z magiem stojącym samotnie na mostku? Wyklucz ogniste demony. Od czego się tu roi prócz nich?

- Od bandytów!- odparł z namysłem Liu.

- Otóż to. Trzeba więc…-nagle Liu mu przerwał

- Patrz!

Widać było nadchodzących dwóch bandyckich magów, pięciu łuczników oraz wojowników.

- A więc musimy stanąć do walki!- oświadczył Aron i rzucił na siebie zaklęcie „skóra z kamienia” które wzmocniło jego odporności. Liu wyciągnął swój miecz zdobiony elfickimi runami, co sprawiało że ostrze lśniło na czarno jakby chciało tchnąć zarazą. Aron rzucił ostrza mrozu na przeciwników a ci po odebraniu ciosu przyspieszyli kroku i zaczęła się walka.

Rozdział III



Liu ruszył na przeciwników i zaczął zabijać wojowników jeden za drugim. Wrodzy łucznicy ustawili się w drugiej linii strzelając do Arona i Liu a magowie zbliżali się do pierwszej linii chcąc rzucić na wojowników zaklęcie wzmacniające. Gdy Liu zabijał ostatniego wojownika, napastnicy zrozumieli że nie mają szans wygrać i zaczęli uciekać. Aron zdołał rzucić ostatnią kulę ognia na wrogiego maga zabijając go a reszta uciekła.

- Po problemie.- oświadczył Aron.

- No to co teraz?

- Vexara najprawdopodobniej porwali lub zabili bandyci. Przeszukajmy więc ciała.

- Dobra, ja przeszukam wojowników a ty przeszukaj maga.

Liu zaczął po kolei przeszukiwać martwych wojowników. Nie znalazł nic prócz kilku mikstur leczących. Co innego Aron. Znalazł on jedną runę dla maga, (Ognista Kula) którą od razu użył. Było tam jeszcze parę mikstur i jakieś pismo. Mag którego przeszukiwał Aron wyglądał jak szef grupy, miał fioletowy szal raz przewinięty na szyi i czarną szatę. Inni z jego grupy nosili tylko szare łachy. Aron wziął pismo i zwrócił się do Liu:

- Znalazłem jakieś pismo!

- Pokaż!

Elf zaczął czytać pismo a było tam napisane:

„Rozkazy

Porwijcie maga stojącego na mostku około godziny 15 i przytransportujcie go do naszej kryjówki. Następnie zabijcie Mrocznego Elfa który powinien się pojawić niedługo po waszym przybyciu. Uwaga, może z nim być mag, jeśli się pojawi zabijcie obu. Podczas gdy będziecie z nimi walczyć, mniejsza część z was może czekać ze związanym magiem (tym którego porywacie) w zaroślach.

Lepiej niech wam się uda

R.O.T.”


Gdy Liu skończył czytać, podał kartkę Aronowi aby ten ją przeczytał. Gdy już skończył, schował list do swojej kieszeni i powiedział:

- Nie ma sensu przeszukiwać krzaków. Na pewno śledzili przebieg walki i uciekli z magiem. Musimy więc znaleźć kryjówkę złodziei, tam powinien być Vexar.

- Tylko kto może wiedzieć gdzie to jest…

- Popytam u mnie w tawernie. I oczywiście ty tam nie przychodź, ludzie już dosyć widzieli. Tamci klienci co tam byli wtedy raczej nie przyjdą do tej tawerny już nigdy. Ty tymczasem popytaj o coś w mieście, spotkamy się za dwie godziny u mnie w tawernie.

- No dobra…

I poszli w swoje strony. Liu od razu zaczepił pierwszego człowieka którego zobaczył, lecz nic on nie wiedział. Więc poszedł dalej i pytał ludzi o kryjówkę. Gdy Aron doszedł do karczmy wszyscy już się bawili jakby Mrocznego Elfa nigdy tu nie było. Aron zawołał jednego z elfickich kelnerów do swojego biura. Gdy do niego przyszedł powiedział:

- Słuchaj. Pochodź po tawernie i popytaj czy ktoś wie gdzie znajduje się kryjówka bandytów.

- Jeśli pan chce wiedzieć… Ja wiem. Mogę zaprowadzić.

- Z nieba mi spadasz podwyższę Ci pensje! Za jakieś pół godzinki przyjdź tutaj. A teraz wracaj do pracy.

- Dobrze szefie.

Gdy kelner wyszedł Aron odłożył swoją laskę w kąt i rozłożył się wygodnie na krześle. Tymczasem Liu chodził po zatłoczonych ulicach i pytał. Jak na razie się nie dowiedział. Chodził w kółko od 20 min i miał już wracać do karczmy. Nagle coś go ogłuszyło. Czego jeszcze Liu nie wiedział, był to potężny cios w plecy który zadał mu 2 mag z grupy z którą walczyli wcześniej. Elf dostał się w ręce bandytów. Teraz wszystko zależało od Arona…

Rozdział IV



Po dłuższym czasie czekania Aron zaczął się niepokoic. Dlaczego nie wraca? Początkowo był zdenerwowany i zawołał do kelnera aby powiedziec mu że poczeka sobie dłużej. Kelner wszedł niepewnie do gabinetu:

- Chodź za mną.

- Zaczekaj. Mój współpracownik nie przyszedł idę go poszukac. Jakby co to cie zawiadomie.

- Dobrze.- i odszedł.

Aron chwycił za laskę i poszedł na ulicę. Zapytał pierwszego lepszego przechodnia czy nie widział jakiegoś Mrocznego Elfa który pytałby o drogę, a jeśli tak to w która strone poszedł. Człowiek odpowiedział mu gwarą:

- Panie, co wyście wszyscy poszaleli?! Ciągle ktoś mi się o coś pyta!

Widac było wyraznie ze wieśniak nie ma zamiaru odpowiadac. Zdenerwowany Aron nie zamierzal się go prosić i krzyknął na niego podkładając mu laske do gardła:

- Powiesz mi gdzie poszedł czy mam sobie zrobic z twojego jelita naszyjnik?!

- Dobra powiem!- odpowiedział przestraszony- szedł w kierunku wyższego miasta, tam gdzie portal!

Aron puścił go wtedy a wieśniak uciekł od niego. Aron poszedł w tym kierunku i pytał ludzi dokładnie którędy szedł Liu. Reszta osób była pomocna i życzliwa, wskazywała Aronowi drogę. Aron napotkał na inną odpowiedź dopiero gdy znajdował się przy skrzyżowaniu dróg (w lewo do górnego Braverock w prawo do wyjścia z Braverock). Owy człowiek mu odpowiedział niepewnym głosem:

- Ja nic nie widziałem…

- Czyżby? Inaczej mi się wydaje. Mów!

- Dobrze powiem… Ale na osobności! I jakby co tej rozmowy nie było.

- Stój. Teraz mów co widziałeś.

- Najpierw przejdźmy na bok.

Aron i przechodzień staneli troche na boku, tak aby nikt nie słyszał co mówią i kontynuował rozmowe.

- Najpierw widziałem maga. Chyba bandyckiego poznałem po stroju. Przychodził od strony górnego Braverock. Ciekawe jakim cudem przeszedł obok strażników…

- Do rzeczy!

- A tak! Wszyscy uciekli widząc maga, Elf go jednak nie widział. Mag zaszedł go od tyłu i uderzył w głowę swoją laską a on upadł na ziemie. Następnie mag przeteleportował leżącego na ziemi Elfa w jakieś miejsce i poszedł. Mag mnie nie widział, byłem ukryty w krzakach.

- Dziękuję. Masz tu woreczek złota w zamian za informacje. Bardzo mi pomogłeś.

Przechodnia zaskoczył ten czyn i szczęśliwy poszedł w kierunku swojego domu. Aron zaś postanowił wrócic do karczmy, i polecic kelnerowi aby zaprowadził go do kryjówki bandytów. Gdy był już na miejscu usiadł na krześle i zawołał kelnera. Gdy kelner przyszedł zaczęli rozmowe:

- Tak?- zapytał kelner.

- Zaprowadź mnie tam.- w tym momencie wstał z krzesła- Mój kompan został pojmany przez tych bandytów. Muszę go więc uwolnic. I Vexara też.

- Jeśli można, jak pan zamierza pokonac wszystkich bandytów w pojedynke?

- O tym nie pomyślałem…-Aron zamyślił się.

- Jeśli szuka pan kompana… Może ja? Uczyłem się trochę magii i szermierki…

- Jeśli chcesz! Ale to nie będzie bezpieczne… Do nieczego Cie nie zmuszam!

- Chcę!- krzyknął jakby ucieszył się na wiadomośc

- Nie rozumiem twojego entuzjazmu… A jak ty w ogóle masz na imię?

- Eti, proszę pana.

- Mów mi Aron.- poprosił uśmiechając się.

Rozdział V



Aron chwycił za laskę i zwrócił się do Etiego:

- Prowadź!

- Mógłbym najpierw iść do siebie po ekwipunek?

- Dobrze. Pójdę z tobą. Gdzie mieszkasz?

- Niedaleko w chacie na prawo.

- A więc chodźmy!

Eti poszedł pierwszy, za nim Aron wyszedł zamykając z skrzypem drewniane drzwi. Gdy szli piaskową drogą mag zaczął pogawędkę:

- Wszystko musi zostać między nami. Nie chce niepotrzebnego rozgłosu.

- Dobrze.

Aron chciał porozmawiać z Etim ale nie wiedział co ma powiedzieć… Nic nie przychodziło mu do głowy… Nagle Elf skręcił a Aron troszkę zdezorientowany za nim. Stali obydwaj naprzeciw kamiennego domu z drewnianymi drzwiami. Eti wyciągnął pęk kluczy i zaczął wkładać po kolei klucze aby wyszukać ten właściwy.

- To tu. Jeśli pan chce zapraszam do środka.

- Chętnie. I nie „proszę pana” tylko Aron.

- Oczywiście.

W tym momencie elf otworzył drzwi i wszedł do domu. Była tam jedna drewniana sofa i stolik z czterema krzesełkami. Podłoga była z jasno-brązowego drewna, i szafa, także drewniana. Ogólnie dom sprawiał wrażenie jakby byl cały z drewna.

- Niech pan tu sobie usiądzie - wskazał sofę – i poczeka tutaj.

- Nie pan tylko Aron.

Następnie usiadł na niej a laskę położył wzdłuż niej. Eti poszedł do innego pomieszczenia aby się przebrać. Aron czekał spokojnie i słyszał tylko cicho dźwięk metalu. To Eti zakładał zbroje i wsuwał miecz. Chwilę później był już gotowy. Miał na sobie srebrną zbroje przy pasie miał przypięty miecz.

- Możemy już iść. Jestem gotowy.

- A więc prowadź do tego miejsca.

Eti poszedł spokojnym krokiem w kierunku drzwi. Aron wstał chwycił laskę i poszedł za nim. Elf otworzył drzwi, przepuścił maga i zamknął drzwi na klucz. Za chwile wyprzedził Arona i zaczął go prowadzić. On niedaleko za nim po stronie jego prawego ramienia, spytał:

- W karczmie wspominałeś że uczyłeś się szermierki i magii, a kto Cię uczył?

- Dobry mag… Lubiłem go. Nazywał się…- zamyślił się jakby zastanawiał się czy dokończyć dalej.

- Jak?

- Vexar… Dlatego tutaj jestem i chce Ci towarzyszyć. Aron z początku zdziwił się trochę, potem odparł:

- Twój zapał od razu wydawał mi się dziwny… Ale ważne że mam kompana.

- W tej wieży jest siedziba bandytów…

Stali przed małą wieżą w górnym mieście, rozciągała się na wysokość pierwszego piętra i miała około pięciu metrów szerokości.

-Wejdźmy do środka.- zaproponował odważnie Aron. Eti nic nie odpowiedział tylko wyjął bardzo skomplikowany klucz, i otworzył potężną kłódkę.

- Skąd miałeś klucz?- zapytał go mag.

- Nie twoja sprawa! Teraz zajmijmy się ratowaniem twojego kumpla i mojego nauczyciela.

Eti powiedział to tak opryskliwie, jakby zapomniał że Aron jest jego pracodawcą. Elf otworzył drzwi. W środku były kręte schody, i klapa prowadząca do podziemi. W pomieszczeniu było strasznie zimno, a to dlatego że wieża była calutka z kamiennych cegieł. Eti otworzył klapę, machnął ręką aby Aron poszedł za nim, i zaczął schodzi po drabinie. Drabina była wykonana z drewna i była związana sznurkiem, w punktach połączenia. Za chwile dwójka stała już na dole. Elf rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu, a zagwizdał. Z kątów powychodzili bandyci.

- Co to ma znaczyć?!- zawołał Aron.

Eti obrócił się ku niemu i z cwanym uśmieszkiem powiedział:

- Brac go!

CDN





Ciekawostki







Czy wiesz, że kompletując set Hymir Blizzard, można uzyskać efekt padającego śniegu?
Drogowskaz
Cenega

Cenega Sklep

Ascaron Fansite

Imperium Diablo

gry RPG, cRPG, recenzja, solucja


Insimilion

Insimilion

Fable

Wiedźmin 2

Dragon Age


HackSlashSite

Fabryka Snów



Valid HTML 4.0 Transitional

Copyright by www.sacred.pl team 2004-2017
All rights reserved.
Wykonano 4 zapytań do bazy podczas generowania strony.